Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Koszmar czytelniczy czyli "Dziwactwa i sekrety władców Polski" Iwony Kienzler

niedziela, 12 maja 2013

lubimyczytac.pl
autor: Iwona Kienzler
tytuł: Dziwactwa i sekrety władców Polski
wydawnictwo: Bellona
miejsce: Warszawa
rok: 2013
stron: 218
źródło: wygrana w konkursie
Kiedy pod koniec kwietnia wspominałam o wygranych książkach nie spodziewałam się, że jedna z nich zamiast koszmarów będzie śniła mi się po nocach. 
Ostrzegam - będzie długo i nieprzyjemnie.

Tuż po odebraniu pozycji nie miałam czasu na jej przeczytanie, czego bardzo żałowałam bo miałam na nią dużą "ochotę", ale "zaopiekowały się nią" współlokatorki. Pierwsze wątpliwości powstały kiedy po przeczytaniu, a właściwie przejrzeniu kilkudziesięciu stron, koleżanka z historii skrytykowała źródła na jakich się ona opierała (w końcu strony internetowe i Wikipedia do najbardziej pewnych nie należą; a pozycje Jasienicy to swobodne literackie opowieści, a nie źródło historyczne). Kolejna współlokatorka też nie przebrnęła przez całą książkę.

Ja starałam się podejść do niej w miarę obiektywnie - nie mam dużej wiedzy historycznej (łagodnie to ujmując) ale to co zobaczyłam przekroczyło wszelkie granice mojej tolerancji na margines błędów w książkach!

Zacznę od wrażeń estetycznych. Okładka mogłaby by być bardzo przyjemną - wyraźne litery i znaczki naklejone na czerwonym tle. Niestety wystarczy spojrzeć na zdjęcie króla które jest strasznie rozmazane. Z daleka wygląda całkiem nieźle, jednak z bliska dla mnie nie do przyjęcia. Jeżeli chodzi o wnętrze: przyjemny dla oka papier przydymiony żółty? - nie wiem jak poprawnie się to nazywa, ale uwielbiam go w książkach; litery natomiast wyblakłe, nawet przy naturalnym świetle stawały się szarawe. Widząc niedbałą okładkę, na książkę bym się nie zdecydowała w kontakcie bezpośrednim (na zdjęciach okładka wygląda ostro).

Kolejny zgrzyt nastąpił już przy wstępie. Bardzo rzadko piszę po książkach, ale to co tam zobaczyłam przekroczyło moją wytrzymałość. Wzięłam ołówek i na marginesach zaczęłam notować wszelkie zastrzeżenia. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak mną "miotało" podczas czytania. W pewnym momencie przestałam ufać w cokolwiek, co było tam napisane i jednocześnie dostrzegałam błędy, które nie powinny się aż tak powielać, w pozycji którą widziałam umieszczaną wśród literatury popularnonaukowej. Z notatek na marginesach powstała całkiem spora lista...  
  • - bibliografia oparta na Wikipedii, Jasienicy, a nie poważnych źródłach naukowych
  • - brak źródeł do wielu cytatów -  nie mam pewności czy jest to z jakiejś pozycji czy napisane tak "z pamięci"; np. informacja: iż w dokumencie pochodzącym z 1284 (...), gdzie brakuje mi bardziej szczegółowym informacji, typu: w jakim dokumencie, albo gdzie to autorka, nie wiem, przeczytała
  • - niespójność tekstu np. we wstępie są wymienieni królowie, którzy "kochają inaczej" (nie ma informacji, że to przykładowi), natomiast w następnych rozdziałach mowa o jest o jeszcze innych
  • - przy ogólnikowych stwierdzeniach typu prawie każdy król brakowało mi informacji, którzy nie - od literatury popularnonaukowej  (a autorka sama nazywa książkę na stronie 13 opracowaniem) oczekuję już konkretnych, naukowych informacji
  • - raz "dziwactwa" dobierane są wg współczesnego odbiorcy, innym razem wg ówczesnego
  • - niejasne kryterium przypisów biogramów postaci: niektórzy np. św. Augustyn mieli go w przypisie, inne mniej znane postaci nie; podobnie z trudniejszym słownictwem
  • - powtórzenia całych myśli,  w kolejnych rozdziałach, tylko po co?
  • - tryb "mega" przypuszczający - nie wiedziałam, że coś takiego istnieje, ale po podaniu kilku argumentów na np. hipotezę homoseksualizmu władcy nagle dowiaduję się, że to tylko pogłoski, co więcej!, w następnym rozdziale czytam o tym, iż ten król na pewno był homoseksualistą... - ręce mi opadły: to był czy nie był w końcu? albo pojawia się zdanie "dowód na..." po czym okazuje się, iż jest to nikłe i właściwie bezpodstawne przypuszczenie... lub w jednym miejscu Henryk był biseksualistą  a dwie strony dalej Kończąc rozważania na temat domniemanego biseksualizmu Henryka Walezego (...)
  • - miszmasz językowy - część tekstu była baaardzo zinfantylizowana - powtórzenia tych samych wyrazów, wyrażeń typu: kolejne nierozważne posunięcie, kolejny argument na poparcie tezy - co mogłoby sugerować przekaz dla młodych odbiorców i byłoby ok, ale kilka linijek dalej zdanie bardzo wielokrotnie złożone, na prawie cały akapit, którego zrozumienie wymaga kilkakrotnego przeczytania bądź też słownictwo tak wyszukane, że sama sięgałam po słownik. Albo raz używanie języka współczesnego (mediator, konkubina) czy nawet potocznego,  innym razem archaicznego (stadło jako małżeństwo). Czułam się jakby tekst pisała więcej niż jedna osoba i ktoś zapomniał przerzucić to na jeden zintegrowany styl
  • - drobne wydarzenia rozpisane z tak wielką ilością epitetów, że momentami nie wiedziałam co jest przekazem a co za bardzo rozbudowaną formą
  • - gubienie tematu - "często i gęsto"; tytuł to Dziwactwa i sekrety (...), a nagle czytam biogram Bolesława Rogatki, fakt ciekawy, bo w książce najlepiej czytało mi się to, co było na faktach uznane przez historyków, ale niestety chyba o czymś innym miała być książka...
  • uznanie czytelnika za idiotę pisanie oczywistych wniosków - opisanie np. św. Hieronima jako orędownika wstrzemięźliwości po czym na koniec jak łatwo się domyślić, Hieronim był wielkim propagatorem  wstrzemięźliwości seksualnej! - ostatnio po czytaniu takich oczywistości u Coelho przestałam po jego pozycje sięgać
  • - teorie spiskowe - część hipotez np. o zoofilii czy homoseksualizmie niektórych władców miały tak słabe przesłanki, tak nikłe podstawy historyczne (oceniam tylko przez pryzmat tego co było zawarte w tej książce), że jak dla mnie to bezpodstawne bzdury.
Można mieć najbardziej absurdalne hipotezy, ale miło by było poprzeć je dowodami i trzymać się jednego stanowiska, a nie jak zawieje w zależności od rozdziału. Książka mnie bardzo zawiodła. Naprawdę dawno nie czytałam pozycji, o której miałabym tak bardzo negatywną opinię.. Nie zrozumiałam jej idei i właściwie nie wiem o czym czytałam. Wszystko co było w niej trochę ciekawe nijak miało się do tematu.

Jako pasjonatka języka polskiego nie mogłam przejść obojętnie wobec zagadnień stylistycznych i językowych i itd... A co mnie tak "rozjuszyło"?
  • wziąść!!!, które na 34. stronie zraziło mnie zupełnie do książki
  • - braki znaków interpunkcyjnych - ja rozumiem zdarza się, no ale w 3 linijce wstępu? czy brak kropki w opisie na okładce?
  • - zmiana formy - raz pisane jako "my" raz jako "ja" - szczególnie przy formie "my" zastanawiałam się o kogo chodzi?
  • - określenie "chów wsobny" używany w stosunku do ludzi (co więcej królów)
  • - powtórzenia - w jednym z fragmentów na przestrzeni 5-6 linijek zauważyłam chyba ze 4 razy użyte słowo: biskup; co gorsza zauważałam wielokrotnie powtórzenia, których można było uniknąć
  • Poślubiając ją dopuścił się bigamii i to podwójnej (...) - hmm, jak dla mnie to po prostu poligamia.... 
  • - zawahałam się przy fragmencie nasi władcy, jak również ich małżonki - może źle to zrozumiałam, ale jak dla mnie wynika z tego, że władcy byli tylko mężczyznami u nas
I tak na koniec nie wiem którzy odbiorcy byli grupą docelową jednak w opracowaniu (powtarzając za autorką) pojawiały się zwroty, które mnie osobiście lekko rozbawiły (myślę, że pisanie takich oczywistości było zbędne):
(...) ale wkrótce dał znać o sobie niespokojny charakter księcia, który zaczął zdradzać i zaniedbywać małżonkę. (...) musiała dzielić się swym małżonkiem z nałożnicą. Upokorzona (...) "wa z nich, z punktu widzenia współczesnego człowieka, mogą uchodzić za dziwactwa, bowiem małżonkowie ślubowali czystość (...)Pozostali byli już stuprocentowymi heterykami - dotąd nie wiem skąd taka pewność???(...) która de facto była... królem Polski (...)  - odkrycie stulecia (nie mogłam się powstrzymać)
Sama idea książki była interesująca, jednak na tym jej pozytywne aspekty się wyczerpały.

10 komentarzy:

  1. Też dlatego ja czytam książki historyczne z tego okresu, o którym coś wiem, gdyż inaczej są dla mnie niezrozumiałe. Tą bęę omijać szerokim łukiem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z pewnością nie mam jej w planach czytelniczych:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Iwona Kienzler - autorka ponad sześćdziesięciu książek – publikacji non-fiction z zakresu historii, jak również leksykonów i słowników.
    Przypuszczam, że Bellona zdecydowała się wydać tę książkę bez redakcji i korekty, polegając wyłącznie na doświadczeniu autorki.
    Tyle błędów, nieścisłości, okropność! Nie miałam tej książki w planach, a teraz zaszufladkowałam ją jako "nigdy, przenigdy, pod żadnym pozorem". "Podwójna bigamia", "wziąść" - brr! Zapewne podarłabym książkę na drobne kawałeczki, a potem spaliła. Z ciekawości - stoi u Ciebie na półce czy pozbyłaś się jej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leży w walizce i czeka na ostateczną decyzję :D

      Usuń
    2. Książka zostaje :) będzie jako podpałka go grilla:)

      Usuń
  4. Książka zapowiadała się ciekawie, ale niestety błędy wołają o pomstę do nieba. Dobrze, że je wyszczególniłaś, bo tym samym możemy się przekonać jaki poziom reprezentuje.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a miałam nadzieję na ciekawą pozycję historyczną :/

      Usuń
  5. Oj,a zapowiadała się interesująco :( Przykre, że wydawnictwo, które zajmuje się raczej "poważną" literaturą historyczną zdecydowało się wydać coś takiego. Miałam w planach inne książki tej pani, ale teraz będę się musiała nad tym zastanowić. Chociaż zbierają dobre opinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama byłam zdziwiona, że autorka z takim stażem w pisaniu mogła wydać coś takiego :(

      Usuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania