Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

"Ostatnie lato" Cesarina Vighy

poniedziałek, 27 maja 2013

lubimyczytac.pl
autor: Cesarina Vighy
tytuł: Ostatnie lato
tytuł oryginału. L'ultima estate
przekład: Lucyna Rodziewicz-Doktór
wydawnictwo: M
miejsce: Kraków
rok: 2011
stron: 161
źródło: wypożyczona z biblioteki
Krótka informacja na okładce już od samego początku zwraca uwagę na trudną tematyką cierpienia; treść dotyczy rozliczenia się z przeszłością kobiety nieuleczanie chorej.
Mimo to nie znajdziemy w niej potoku łez, żalu; Z. nie oczekuje współczucia, unika jednoznacznych ocen - przedstawia obrazy, które pobudzają do refleksji, własnej oceny, własnych wniosków.

Karty powieści przenoszą nas do Rzymu tuż przed nadejściem kolejnego upalnego lata. Początkowo na wszystko patrzymy podwójnie: z jednej strony przez notatki Z., dla której każdy dzień może być ostatnim, a momentami przez dopiski Wściekłego Anioła, które zanikają po pierwszych stronach by powrócić na końcowych.

Wróćmy jednak do Z. Od samego początku ukazuje dystans z jakiem podchodzi do stanu zdrowia. Jej pierwsze słowa to:
Dlaczego spotkało mnie to upokorzenie?
Obserwuje także kwitnące drzewa, zakładanie gniazd przez kosy, piękno domu, które wcześniej nie miała okazji dostrzec. Z czasem drobne epizody dnia codziennego przechodzą w krótką historię życia jej rodziców, a później i jej samej. Nie miały łatwo, a mimo to z opowieści biła pozytywna energia. Poczucie humoru, dystans do rzeczywistości sprawiły, że dopiero po chwili zastanowienia można dostrzec jakie piekło przechodziły. A mimo to cały czas wspomina o szczęśliwym życiu, szczęśliwych lata jakie przeżyła. Czasem nawet czytelnik zapomina o jej chorobie, by po jednym słowie, maleńkim komentarzu przypomniał sobie, że pisze to ktoś świadomy ograniczeń czasowych życia. 

Ostatnie lato to niezwykła opowieść o kobiecie, która pozostała do końca silna duchem. Niczym Pollyanna z mojej ulubionej powieści dziecięcej, we wszystkim szukała tej dobrej strony. Nie upiększała, nie ukrywała, nie żądała współczucia. Mimochodem poruszała jednak tak wiele kwestii, że czasem na chwilę odkładałam powieść by zastanowić się nad sobą i moich zachowaniem.

Cesarine Vighy stworzyła opowieść, która poruszyła moje wnętrze. Bywały chwile kiedy w natłoku imion i zdarzeń traciłam wątek. Brakowało mi kontynuacji myśli, które ograniczone były ramą jednego rozdziału i tam rozpoczynały i kończyły swój żywot. Drażniły mnie drobne błędy w korekcie (ale gdzie ich nie ma?). Zasadniczo jednak nie żałuję sięgnięcia po pozycję, której kwiecista okładka tak silnie kontrastuje z trudną tematyką.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

8 komentarzy:

  1. Hm, brzmi dobrze, ale obawiam się, że byłoby mi ciężko wrócić do siebie po takiej smutnej ksiażce.

    Możesz polecić coś lekkiego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię wracać do Pollyanny E.H. Porter z lit. dziecięcej, a po za tym mogę polecić "Szyfr Szekspira" - w stylu "Kod Leonarda da Vinci", ale bardziej przypadł mi do gustu ewent. Daniel Steel, którą podkradam mamie jak potrzebuję lekkie czytadełko ;)

      Usuń
    2. "Pollyanna" była świetna! Ja również pozdrawiam koleżankę z uczelni :)

      Usuń
  2. Jak miło się ciebie czyta. Człowiek poprostu płynie po pisanych przez ciebie słowach :) Co do książki to nie czytałam bo i gatunek nie mój, ale kto wie czy kiedyś się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za tak miłe słowa :)

      Usuń
    2. A proszę bardzo ;)
      A tak propo wyzwania: jak długo ćwiczyłaś ? Były jakieś widoczne efekty ;) ?

      Usuń
  3. Książkę czytałam, jak najbardziej warta uwagi.

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania