Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

[dyskusja z książką w tle] Czy w małżeństwie ważne jest pochodzenie człowieka?

poniedziałek, 8 lipca 2013


Tak jak obiecałam pierwszy post z nowego cyklu dyskusja z książką w tle. Rozpoczęłam od dość trudnego tematu, bo to on zainspirował mnie do stworzenia akcji, a czasem trzeba rzucić się na głęboką wodę (w moim przypadku jedynie w przenośni, bo wody unikam jak ognia).

UWAGA
Poniższy tekst zawiera zakończenie Pollyanna dorasta. (uprzedzam, bo może ktoś jest w trakcie lektury)

Kiedy po raz kolejny czytałam Pollyanna dorasta szczególnie uderzyła mnie odmowa pani Chilton względem ślubu siostrzenicy i Jimmi'ego. Nieważne było, iż znała już długo tego chłopaka, że został legalnie adoptowany przez bogatego sąsiada. Nie, bo nadal nie wiadomo było kto jest jego ojcem, z jakiej pochodzi rodziny a bez takich informacji na ślub zgodzić się nie mogła. Im wprawdzie się udało rozjaśnić sytuację po otwarciu listu od ojca chłopca, jednak czy było to konieczne?

Faktem jest, że sytuacja z powieści rozgrywała się w świecie jeszcze innych wartości a dzisiaj mówi się o rozwiązłości obyczajowej, takie przynajmniej określenia ostatnio gdzieś dostrzegłam.

Ale tak właściwie jakby posłuchać współczesnych rozmów: Przecież ona pochodzi z takiej i takiej rodziny! Nie zawracaj sobie nią głowy!
Do tego często i gęsto powtarza się utarte powiedzonka: czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci, niedaleko pada jabłko od jabłoni.
To czy jednak nie brzmi to podobnie? Wprawdzie pod nieco zmienioną formą, ale treść jakby zbliżona...

Ja jestem przeciwna szufladkowaniu ludzi według tego skąd pochodzą, a jak to jest według Was? A może pamiętacie inne pozycje, w których dostrzegłyście szczególnie taki problem?

11 komentarzy:

  1. Ja nie jestem za podziałem ludzi. Przecież co to kogo obchodzi, czy jest biedny, czy zamożny, czy biały, czy żółty. Każdy ma prawo do szczęścia. Tak samo nie rozumiem braku zrozumienia dla miłości rodzącej się między dalekimi krewnymi, skoro chcą być razem to to uszanujmy, a nie kładźmy kłody pod nogi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy dalekich krewnych zawsze trzeba brać poprawkę na geny. Jeżeli oboje odziedziczyli zbliżone geny ich dzieci mogą mieć silne upośledzenia...

      Usuń
  2. Pollyanny nie czytałam, ale o małżeństwach się wypowiem :) Oczywiście, że jestem przeciwniczką szufladkowania ludzi i w ogóle stawianiu przeszkód ludziom w byciu w związku. Mój pierwszy związek był niewypałem, wszyscy mi to mówili, ale trzeba się samemu przekonać :) Z biegiem czasu zauważam jednak, że jesteśmy bardziej podobni do swoich rodziców niż byśmy chcieli i warto czasem przyjrzeć się rodzinie swojego partnera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, sama już zauważyłam, że czasem nawet bardziej niż bym chciała upodabniam się do rodziców ;)

      Usuń
  3. Nie można szufladkować ludzi. Każdy jest inny i na to kim teraz jest wpłynęła cała masa różnych czynników. Przecież pochodzenie człowieka nie świadczy o jego wartości.

    P.S. Urzekło mnie sformułowanie "wody unikam jak ognia" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem pochodzenie nie ma znaczenia, każdy z nas jest człowiekiem i ma takie same prawa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem przeciwna jakiemukolwiek szufladkowaniu ludzi, ale staram się wykazywać dużą dozą empatii i chyba mogę zrozumieć punkt widzenia ludzi, dla których pochodzenie ma znaczenie. Wszystko dlatego, że rzeczywiście bardzo duży procent ludzi np. z rodzin patologicznych, tworzy takie rodziny w dorosłym życiu. To przykre, ale statystyka jest w tym temacie bezwzględna. Bierzemy przykład, nawet podświadomie, od swoich rodziców. Jak myślisz? Jest coś w tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak pisałam już Paulinie Bella sama zauważam jak mimochodem upodabniam się do rodziców. Jeżeli natomiast chodzi o np. rodziny patologiczne to myślę, że warto wybór dobrze przemyśleć, bo zawsze istnieje ryzyko powielenia schematu rodziców...

      Usuń
  6. Rodziny patologiczny to tutaj przypadek trudny do rozstrzygnięcia. Sama staram się nikogo nie szufladkować i myślę, że takie uprzedzenia nie dotyczące np. patologii, ale pochodzenia z biednej rodziny, etc. pojawiają się głównie w bogatych rodzinach, w których rodzice dobierają dzieciom znajomych i i ich ukierunkowują...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że problem dotyka już warstw średnich, w których zbyt ambitni rodzice chcieliby aby ich dzieci miały lżejsze życie przy bogatym partnerze...

      Usuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania