Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Stephen King: Ręka mistrza - perełką czytelniczą ostatnich dni.

poniedziałek, 22 lipca 2013

lubimyczytac.pl
autor: Stephen King
tytuł: Ręka mistrza
tytuł oryginału: Duma Key
przekład: M. Juszkiewicz
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
miejsce:Warszawa
rok: 2011
stron: 640
źródło: wypożyczona z biblioteki
Od dawna miałam ten tytuł gdzieś z tyłu głowy i pamiętałam, żeby to przeczytać. Ale za każdym razem było coś pilniejszego, coś bardziej na dany moment interesującego... A do tego ja byłam święcie przekonana, że to autor fantastyki (poważnie!) i po co mam to czytać? Ostatnio nie udało mi się jednak znaleźć w bibliotece upragnionych tytułów i z braku laku wzięłam cokolwiek, co wpadło mi w ręce i wyglądało zachęcająco.
Książka odleżała swoje na półce, a kiedy nadeszła i na nią kolej pożałowałam, że dopiero teraz ją wypożyczyłam...

Intryguje w niej już okładka, która doskonale odzwierciedla o czym mówi powieść. Kiedy jednak chcemy rozpocząć lekturę zauważamy, iż rozdział jest poprzedzony jedną stroną tekstu pn. Jak powstaje obraz (I). Co więcej prawie każda kolejna część książki zostaje poprzedzona kolejnym fragmentem tego cyklu. Dość niepozorny, a jednak jak się okaże odgrywający niebanalną rolę w powieści.

Głównego bohatera opowieści poznajemy już w pierwszych zdaniach.
Nazywam się Edgar Freemantle. W Minnesocie, w moim poprzednim życiu, to nazwisko znaczyło naprawdę wiele w branży budowlanej. /s.11
Całą historię poznajemy z jego perspektywy, z jego wspomnień. Nie upraszcza, ani nie wyjaśnia nic, co nie jest według niego konieczne. Wspomina o Wiremanie, którego brałam za przewodnika duchowego (jakieś nieszczęsne skojarzenie z nielubianymi czytadłami Coelho), a który jest zupełnie kimś innym. Jednak nie uprzedzajmy faktów. Edgar został w poprzednim życiu przygnieciony przez dźwig; przeżył to, jednak stracił prawą rękę, ma problemy z chodzeniem i nieustanne ataki szału. Wystraszona żona chce się rozwieść, a on postanawia ze sobą skończyć. Za radą lekarza i troską o rodzinę godzi się na roczny wyjazd gdziekolwiek. Pamięta, że kiedyś lubił malować i postanawia do tego wrócić, a Duma Key przyciąga go od samego początku.

To co rozegra się na wyspie to już inna historia, która w samej końcówce przypomina mi grę Jumanji, zaledwie w drobnych szczegółach, ale ocenę pozostawiam tym którzy i czytali książkę i widzieli film. Wydarzenia tam (w powieści) opisane są tak niezwykle subtelne i zależne od siebie, iż sama nie czuję się na siłach wybrać z nich fragmenty by nie zmącić ich piękna.

Jestem pod ogromnym wrażeniem powieści. Długo przekonana, że to autor fantastyki (nie wiem czy znacie to uczucie, kiedy jesteście czegoś tak pewni, że nawet nie przyjdzie Wam na myśl coś sprawdzić - tak miałam) już po pierwszych stronach zrozumiałam błąd. Czytałam ją prawie tydzień, bo było w niej tak wiele dwuznacznych zdań, dopowiedzeń, które z czasem odgrywały olbrzymią rolę i szczegółów, że czułam potrzebę dawkowania tekstu. Ostatnio miałam tak przy Annie Kareninie (pełna recenzja - tutaj) więc i w niej składałam duże nadzieje. I nie pomyliłam się. Po dość obszernym budowaniu napięcia i przywoływaniu wydarzeń, których rola w całej fabule była kluczowa przeszłam przez 2/3 powieści. I wtedy wpadłam w trans. Ostatnie 200 stron to walka z czasem, przeszłością i jedynym ogniwem jakie łączy przeszłość z teraźniejszością. Subtelne zdania, które pamiętałam z poprzednich stron spajały wątki ze sobą w zastraszającym tempie.

Stephen King stworzył niesamowitą, pełną grozy rzeczywistość, w której plastyczne opisy budziły dreszcze na rękach. Opowieść początkowo niezwykle spokojna, a jednocześnie intrygująca nie dawała spokoju, a zmuszała do lektury w odpowiednich dawkach by pod koniec zawładnąć sercem czytelnika i nie odpuścić mu póki nie skończy. Dawno nie czytałam tak niesamowitej powieści. I gdybym przyznawała przeczytanym książkom oceny ta otrzymałaby najwyższą cyferkę, bez względu na skalę - za okładkę, mój ulubiony żółtawy papier i duszę wlaną w drukowane znaczki.

I jakim cudem ja się tyle lat uchowałam, nie czytając nic Stephena Kinga?

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

9 komentarzy:

  1. Ja Kinga znam "Zieloną milę" i na tym się na razie skończyło. Jakoś nie mogę się zachęcić do czegoś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od tej zaczęłam i jestem pod jej ogromnym wrażeniem.

      Usuń
  2. A ja do tej pory z Kinga nic! Tylko "Carrie" zaczynałam ze dwa razy, bez powodzenia... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta pozycja rozłożyła na łopatki. Zapewne wkrótce sięgnę po kolejną.

      Usuń
  3. Pod względem psychologicznym ta powieść jest rewelacyjna :D Ale skąd Ci się wzięło, że King to autor fantastyki? Chyba musiało Ci się obić o uszy ochrzczenie go "mistrzem horroru" - a może nie:)
    Co następne? Zawsze staram się ludziom wrzucić kobyłę "To", moją ulubioną książkę Kinga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotąd nie mam pojęcia dlaczego ubzdurałam sobie, że jest on twórcą fantastyki... Myślę na razie o Zielonej Mili , o której już kilkakrotnie słyszałam. Ale polecony przez Ciebie tytuł do listy dopisałam :)

      Usuń
  4. Ja wciąż się czaję na ,,Zieloną milę" Kinga;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję już wkrótce i ją przeczytać :)

      Usuń
  5. Ja osobiście jakoś nigdy nie mogłam przekonać się do Kinga - to znaczy nie na tyle, żeby czytać wszystko co wyszło spod jego pióra. Najlepsza jest moim zdaniem "Mroczna wieża" http://miye.eu/

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania