Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Alicja Pruś: Lalki

czwartek, 8 sierpnia 2013

lubimyczytac.pl
autor: Alicja Pruś
tytuł: Lalki
wydawnictwo: Siedmioróg
miejsce: Wrocław
rok: 2013
stron: 260
źródło: wygrana w konkursie
Pamiętacie Lalkę Bolesława Prusa? Dość obszerną pozycję z którą przyszło Wam się zapewne zmierzyć w szkole średniej w ramach epoki pozytywizmu. Ja o niej wspominałam tutaj. Nie minęły dwa wieki a polska autorka (a właściwie dwie, ale o tym później) postanowiła wrócić do XIX-wiecznej Warszawy i uchylić rąbka tajemnicy na temat dalszych losów bohaterów.

Pomiędzy obiema pozycjami już na wstępie znajdziemy wiele podobieństw. Bolesław Prus to pseudonim literacki Aleksandra Głowackiego, natomiast pod Alicją Pruś kryją się postacie dwóch kobiet: Doroty Żytkiewicz (z domu Pruś) oraz Alicji Badowskiej. Pomijając już niezwykle zbliżone tytuły utworów wystarczy rozpocząć lekturę by ponownie powrócić do rzeczywistości, zakończonej przez Prusa. Jednak będzie to świat pozbawiony cenzury, a w zamian za to z dodatkiem szczypty erotyzmu, ale wszystko w granicach smaku XIX-wiecznej Warszawy.

Tym razem jednak omijamy szerokim łukiem postaci Wokulskiego i Łęckiej, które pozostawiamy w nienaruszonym stanie, wspominających o nich jedynie mimochodem. Skupiamy się natomiast na mieszkańcach kamienicy barona Krzeszowskiego (tak - barona, nie baronowej) oraz pani Meliton, której postać staje się osią całej historii.

Zanim jednak szerzej o samej treści, na moment wrócę do formy, a właściwie spisu treści. Zazwyczaj nie zwracam na niego szczególnej uwagi, jednak tym razem nie mogłam się oprzeć. Czytelnicy Lalki zapewne pamiętają rozdziały zatytułowane Pamiętnik starego subiekta, którego narratorem był Ignacy Rzecki. I w tej korespondującej opowieści nie mogło zabraknąć tej drugiej strony... Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie kiedy ujrzałam rozdziały pn. Pamiętnik młodego studenta...

Wracając jednak do fabuły. Historia rozpoczyna się od zabójstwa baronowej Krzeszowskiej, a może od samobójstwa? Faktem jest, iż spadła ze schodów kamienicy wychylając się zbyt intensywnie przez barierkę. Jednak z jakiego powodu późno w nocy, zaledwie w koszuli wyszła ze swojego mieszkania? Ku zdziwieniu wszystkich, znających burzliwe pożycie małżonków, to baron Krzeszowski, mocno zaniepokojony dość dziwną śmiercią żony, postanawia poznać prawdę. Decyduje się zaproponować śledztwo pani Meliton, kobiecie mocno doświadczonej przez życie, obecnie zajmującej swataniem par, a może jednak czymś więcej?

Chwilowo zbaczając z toru krótkiego wstępu do fabuły skupię się na postaci tej kobiety. W Lalce była to postać przyglądająca się akcji. Czytelnik poznał losy jej życia i przyczyny dla których zajmowała się właśnie takim zajęciem. Tutaj w telegraficznym skrócie zostaje to wspomniane. Natomiast charakterystyka postaci zostaje rozbudowana. Okazuje się, iż wierzy ona w magię symbolów i znaków, układając Tarota, niebezpieczną i często kojarzoną z okultyzmem talię kart. O tym jak duże znaczenie może mieć to dla samej historii poznać można już po skrzydełkach okładki, w których charakterystyka autorek przedstawiona zostaje pomiędzy znakami horoskopu i Tarota. Przyznam, że nie byłam tym faktem zachwycona, bowiem od dawna horoskopów nie czytam, a magii kart nie ufam.

To właśnie pani Meliton postanawia wykorzystać do śledztwa studentów, bo przecież kto inny może się nadać do tej roli? Dzięki obszernej części związanej z trójką mieszkańców możemy więcej się dowiedzieć na temat ich życia. Skąd u Patkiewicza zamiłowanie w robieniu miny trupa? Jak zachowanie Malewskiego wpływa na to ilu ludzi go lubi? I jak na kobiety działa Draczyński? Przyznam, że nakreślone postacie studentów są niezwykłym utrwaleniem stereotypów o tej grupie ludzi: piją do upadłego, kochają się bez opamiętania, a przed egzaminami siedzą nad książkami bez wytchnienia. A mimo to darzy się ich dużą sympatią, w końcu to tylko studenci... ;)

Na kartach powieści pojawiają się także nowi mieszkańcy, których rola w całym śledztwie jest niemała, jednak ich poznanie pozostawię czytelnikowi. Wspomnę jedynie, iż kusicielką męskich serc stanie się rudowłosa piękność o zielonych, magnetyzujących oczach, o której mówi się tam często i gęsto.

Lalki już w samym zamyśle musiały być dla autorek dużym wyzwaniem. Tak czytelna korespondencja z Lalką Prusa wymagała ostrożnego balansowania na granicy kiczu i zachwytu. Przyznam, iż Alicja Pruś wyszła z tego obronną ręką, jednak nie aż tak by był to powrót z tarczą.

Cała opowieść rozpoczęła się dość obiecująco. Czuję duży sentyment do wzorca tej opowieści, dlatego z przyjemnością zagłębiłam się ponownie w historię XIX-wiecznej Warszawy. Wątki, przeplatające się ze sobą były dla mnie intrygujące, a i postaci nakreślone mocną kreską. Poruszenie kwestii związanych z erotyką, scen, niedopowiedzianych, ale i niezwykle czytelnych autorka idealnie wpasowała pomiędzy życie bohaterów. Bo przecież trudno uwierzyć by mężczyźni dawali wtedy przykład cnoty i wierności. Przyznam, iż z uśmiechem czytałam jak tym razem to mężczyźni, nie jedynie kobiety okazują się poszukującym rozpusty. Z czasem jednak coś poszło nie tak. Pomijam już męczący mnie biały papier, za którym nie przepadam. Bynajmniej nie jest to podstawą moich zastrzeżeń. Po prostu z czasem przestałam czuć, że czytam kryminał. Rozpierzchnięte po fabule wątki rozwijały się w tak różnych stronach, iż główne śledztwo jakby zaginęło. I wtedy uderzył mnie brak opisów - konkretnych i dokładnych - tak charakterystycznych w Lalce Prusa.

Z czasem jednak wszystko powróciło na swoje tory. Momentami było trochę przewidywalnie, nawet jak dla mnie, nieczytającej zbyt wielu kryminałów. Zakończenie i rozwiązanie mnie zaskoczyło i to mi się podobało. Natomiast to, iż rozwiązanie zagadki było krótkie i wszystko wyjaśniające za bardzo przypominało Sherlocka Holmesa, u którego każde wydarzenie do czegoś się przydaje, już nie do końca.
Ostatni rozdział podobnie jak u Prusa wygląda jak otwarte zakończenie, ale czy na pewno takim jest?

Przyznam, że książka pomimo tych wad jest dobra. Momentami lekko irytowała, ale w ostatecznym rozrachunku przyciągała by czytać kolejne strony. Bardziej zawiodły mnie liczne zachęty wydawnicze i ich zachwalenie. Czytając je liczyłam po prostu na więcej. Myślę, że jeszcze do niej wrócę i to niejednokrotnie. Bo podjęcie takiego wyzwania wymagało wiele talentu i umiejętności. A książka i tak ma swój urok, przynajmniej dla mnie. Nie bez powodu cały dzień po przeczytaniu nadal chodziła mi po głowie...

18 komentarzy:

  1. Przyznam się że "Lalka" to jedna z moich ulubionych lektur szkolnych- bardo mi się spodobała i czytałam ją z wielką pasją ;-) Pierwszę słyszę o "Lalkach" ale z wielką chęcią sięgnę po powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwala choć na chwilę powrócić do świata Prusa :)

      Usuń
  2. A świat przez niego stworzony jak dla mnie jest wspaniały :) Taki realny i bliski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzorzec tej powieści jest mi jeszcze nie znany, ale jak mnie zafascynuje to i po tę książkę sięgnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podobała mi się "Lalka" Prusa i jeśli chodzi o powieść "Lalki" i jej założenia to pamiętam, że my w szkole musieliśmy pisać dalsze losy bohaterów "Lalki", także jakiegoś wielkiego novum w samym pomyśle nie widzę.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym się nie zgodzę. Autorka całkowicie odeszła od motywu Izabeli i Stanisława a skupiła się na postaci pani Meliton, dodając kilka zupełnie nowych postaci i tworząc całkiem przyzwoity kryminał ;)

      Usuń
  5. Zainteresowałaś mnie tą książka szczerze przyznam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Te zachęty wydawnicze nie są wcale dobrą reklamą, gdyż potem oczekujemy czegoś, co może wcale nie istnieje. Sama się o tym przekonałam ostatnio.
    Mimo tych kilku wad chyba jednak zaryzykuje i skuszę się na tę książkę, ponieważ zaciekawiła mnie na swój, określony sposób.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to teraz czas na wyznanie... nigdy nie przeczytałam "Lalki" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też wspominam dobrze "Lalkę", więc bardzo chętnie sięgnę po tę książkę. Zaciekawiłaś mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazwyczaj nie wierzę w zachęty wydawnicze :)Wolę poczytać recenzje na blogach - wtedy mam większą pewność, że na książce się nie zawiodę :)
    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oryginalna "Lalka" tak mnie zmęczyła w liceum, że nie mam ochoty kontynuować znajomości z bohaterami, nawet jeśli to już dzieło innych autorek, wprowadzono nowe postacie itd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kto woli ;) Myślę, że Lalki dużo bardziej przypadłyby licealistom do gustu ;)

      Usuń
  11. No nie powiem, zaintrygowałaś mnie;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Też mi sę podobały, chyba nawet bardziej niż Tobie. Nie masz natomiast, jak uważam, racji w kwestii opisów Warszawy. Jest ich w "Lalkach" sporo: i Powązki, i kamienica Krzeszowskiego, i okolice mieszkania pani Meliton, i obszerna dygresja o warszawskich burdelach, i kościół św. Anny, itd., itp.... Wydaje się nawet, że autorka niebezpiecznie balansuje na granicy, po przekroczeniu której wielbiciel kryminałów trochę by się znużył.
    Takie jest moje zdanie. Ciekaw jestem natomiast, co (bo jesteś po lekturze "Mistrza i Małgorzaty") sądzisz o wpisaniu w nowy kontekst parafrazy sceny z powieści Bułhakowa. Ja szczególnie gustuję w takich literackich gierkach. A w "Lalkach" jest tego trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakościowo są jednak wg mnie słabsze te opisy. Co do Mistrza i Małgorzaty, dzisiaj skończyłam ją czytać (tak się złożyło, że w szkole jej nie analizowałam). I czytając Lalki jej treści nie znałam.

      Usuń
  13. Mnie na początku odrzuciła okładka, później zachęciło nawiązanie do Prusa, a teraz jestem zwyczajnie zaintrygowana fabułą. :D

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania