Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Romain Sardou: Ale nas zbaw ode złego

środa, 21 sierpnia 2013

lubimyczytac.pl
autor: Romain Sardou
tytuł: Ale nas zbaw ode złego
tytuł oryginału: Delivrez-Nous Du Mal
przekład: Małgorzata Kozłowska
wydawnictwo: Świat Książki
miejsce: Warszawa
rok: 2010
stron: 336
źródło: wypożyczona z biblioteki
Pozostając w klimacie thrillerów z religią w tle, po Proroctwie o Watykanie sięgnęłam po Ale nas zbaw ode złego. Już sam tytuł nawiązuje do modlitwy Ojcze nasz, a wydawnicza zachęta z okładki głosi:
Znakowmity thriller średniowieczny w klimacie "Imienia róży"
Zasadniczo podchodzę dość sceptycznie do takich wydumanych porównań. Postanowiłam książce dać jednak szansę. Nie bardzo liczyłam na aż takie cudo jak dzieło Umberto Eco, które do dziś mnie zachwyca, ale miałam szczerą nadzieję, że nie będę żałowała... W dodatku okładka jest straszna i, nie chcąc wiedzieć co było jej inspiracją, chciałam poznać co ukrywa na kartach powieści.

Artemidore de Broca to kanclerz i gospodarz pałacu apostolskiego; człowiek, który nie waha się przed użyciem żadnych środków i ma swój cel w tym by
tron papieski [był] od blisko dziewięciu miesięcy nieobsadzony. /s.5
Pomimo upływu lat nie zamierza zrezygnować z posiadanej władzy, a będąc blisko osiągnięcia upragnionego celu wysyła swoją córkę Ate de Brayac w kolejną podróż.

Z prologu przechodząc do pierwszej opowieści przenosimy się do wioski Cantimpre, gdzie
Dziewiątego stycznia 1288 roku ojciec Guillem Aba obudził się przed świtem. /s. 13
Poznajemy tam historię dość nietypowego miejsca, w którym od pewnego czasu działy się dziwne rzeczy: kobiety nie rodziły już martwych dzieci, chorzy zdrowieli; a nikt nie potrafi tego zrozumieć. Ksiądz tłumaczy jednak, iż dzieje się to za przyczyną poprzedniego proboszcza, który zapewne już wkrótce zostanie wyniesiony wśród świętych. Wszystko zmienia się jednak, kiedy przybysze na koniach zabierają jedno z dzieci, które dla ojca Aba było niezwykle bliską osobą. Kapłan decyduje się odnaleźć go za wszelką cenę.

Benedikt Giu na afiszu reklamuje się, iż ma na wszystko odpowiedzi. Owdowiały mężczyzna jest detektywem ówczesnych czasów; bystry i dociekliwy rozwiązuje problemy z jakimi zjawiają się jego interesanci. W styczniu 1288 odwiedza go mała dziewczynka, której brat zaginął w dziwnych okolicznościach. Jak się okazało Rainerio zajmował się żywotami świętych, gromadząc dowody przeciwko ich wyświęceniom. Tego samego dnia przyjmuje jeszcze jednego interesanta, który skarży się na fałszywe umowy. Sprawy komplikują się gdy ów człowiek zostaje zabity, a pozostawiona jednak nie przypadkowo teczka sugeruje, że był on zamieszany w przekręty związane z kościołem.

Każdy z nich ma swój cel i decyduje się na wytoczenie najsilniejszych dział by po cel ten sięgnąć. Nie straszną są im żadne przeszkody, lecz prócz biskupa nie wiedzą też na jak grząski grunt wstępują. Ryzykując ujawnienie zbyt wielu sekretów kościoła z poszukiwaczy sami stawają się ofiarami.

Do lektury książki zachęcił mnie dość nietypowy tytuł, okładka rodem z horroru, i porównanie do Eco, którego Imię róży uwielbiałam. I wyjątkowo stwierdzam, że odniesienie się do klasyki tym razem jestem w stanie przełknąć i zrozumieć.

Romain Sardou stworzył opowieść, która intryguje i nie daje prostych rozwiązań. Każda z postaci, kryła w sobie na tyle tajemnic, że ich dawkowanie w odpowiednich momentach jedynie podsycało moją ciekawość.
Plany biskupa długo nie dawały mi spokoju, i przez długi czas nie byłam w stanie ich rozgryźć, czując jedynie wokół czego krążą. A tajemnica, której podjął się rozwiązania Giu rozwidlała się w tak wielu kierunkach, że łatwiej było się zgubić niż znaleźć rozwiązanie.

Dawno nie miałam w rękach powieści, która zachwyciłaby mnie aż tak. W tej niepozornie wyglądającej lekturze zatopiłam się na kilka godzin, nie czując upływu czasu. Klimat średniowiecza jaki obiecywała otrzymałam dość połowicznie, jednak nie sprawiało mi to większego problemu. Było go tyle bym nie mogła narzekać, po prostu!

Odpuściłabym jednak czytanie opisów z okładki. Jak dla mnie mówią za wiele. A przecież największa przyjemność czytania polega właśnie na odkrywaniu fabuły w zaciszu drukowanych liter i umysłu czytelnika.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

13 komentarzy:

  1. A ja czytając opis na okładce spodziewałam się zupełnie czegoś inego niż to co otrzymałam:) Niestety książka do mnie nie trafiła i wynudziłam się przy niej setnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś w sam raz dla mnie :) Proroctwo o Watykanie czytałam i bardzo mi się podobało :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęciłaś mnie :) Nie spodziewałam się że ta książka może być dobra, a kiedyś wpadła mi w oko. Mi natomiast podobają się dziwne okładki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety w mojej bibliotece jej nie ma :/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Tym razem jakoś nie jestem przekonana, żeby się z nią zapoznać...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja raczej tym razem sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozycja o której nie słyszałam , a widać warto zapoznania :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nic mnie bardziej nie denerwuje, niż wyjawianie za wiele na okładce...Rekord - pojawienie się informacji, która w książce miała miejsce na ok. 80 stron? przed końcem. Pogratulować.

    Brzmi interesująco, a okładka jest pozytywnie koszmarna, na pewno zwróciłaby moją uwagę :) Chociaż lubię wnikliwie zarysowane tło historyczne, więc takowego mogłoby mi brakować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tło historyczne ustąpiło miejsca walce o pozycję Kościoła i wykorzystanie darów nieba przeciwko planom Boga.

      Usuń
  9. Czytałam inną książkę tego autora - "I odpuść nam nasze winy". Co prawda było to całe lata temu, ale nadal mniej więcej pamiętam, o co w niej chodziło. W sumie książka wydała mi się wówczas mocno przeciętna i zaniechałam szukania jakichkolwiek innych dzieł tego autora...

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że tak pozytywnie odebrałaś tę ksiązkę. Będę miała ją na uwadze, kiedy tylko ogarnę moje aktualne nowości wydawnicze.

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania