Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Anna Klejzerowicz: Cień gejszy

wtorek, 10 września 2013

lubimyczytac.pl
autor: Anna Klejzerowicz
tytuł: Cień gejszy
wydawnictwo: Replika
miejsce: Zakrzewo
rok: 2011
stron: 252
źródło: wypożyczona z biblioteki
Jestem zwolenniczką czytania polskiej literatury. Wiem, że znajdę tam i perełki i "gnioty", ale mam przynajmniej pewność, że czytam to co autor napisał, a nie interpretację tłumacza. A przy odrobinie szczęści poczytam o okolicach mi znanych, jak było choćby w przypadku lektury: Mrówki w płonącym ognisku. [zainteresowanych odsyłam tutaj].

Anna Klejzerowicz ma na swoim koncie wiele pozycji. Mnie na półce bibliotecznej zainteresowała właśnie ta historia o gejszy. Przy każdej okazji staram się czytać o tamtejszej kulturze, tak odmiennej od naszej, z wielowiekową tradycją. Miałam okazję sięgnąć już po Wyznania gejszy czy Japonia w sześciu smakach (recenzja tutaj). Tutaj zarówno tytuł jak i okładka podpowiadały, że po raz kolejny będę mogła dowiedzieć się czegoś o nich. Okazało się jednak, że ocena treści po tytule nie jest zbyt dobrym posunięciem. O gejszy miałam okazję przeczytać jedynie w prologu, a w pozostałej części była jedynie uwieczniona na japońskim drzeworycie, elemencie japońskiej kultury, ba! dziele sztuki, który sama z chęcią powiesiłabym na ścianie.

Zwracając uwagę na fabułę, nagle przenosimy się o wiek do przodu i jeden kontynent na zachód. I z Tokio w roku 1905, gdzie rozegrała się tragedia trafiamy do Gdańska z lat współczesnych. Jeden z dziennikarzy śledczych padł ofiarą internetowego żartu; ktoś podpisuje się w pogróżkach jego imieniem i nazwiskiem: Emil Żądło. W domu odzywa się natomiast głuchy telefon. Kiedy znajomy policjant odkrywa kto jest sprawcą zamieszania, okazuje się, że niemożliwe jest poznanie przyczyny; profesor i jego asystent zostają zamordowani. Kluczem zagadki stają się japońskie drzeworyty. Poznajemy nieco historii tych ozdób i obserwujemy bieg wydarzeń, w którym nieustannie na drodze piętrzą się trupy...

Sama fabuła jest dosyć banalna, choć oparta na kilku autentycznych zdarzeniach z przeszłości. To próba dopisania zakończenia historii sprzed lat. Zadanie jakiego podjęła się autorka wymagało znajomości tamtejszej kultury i w tej kwestii efekt został osiągnięty. Możemy przeczytać o skomplikowanych krzaczkach japońskich - tzn. literkach - i ilości alfabetów, jakie tam istnieją i istniały. Poznany podstawowe różnice pomiędzy prostytutkami, kurtyzanami i gejszami. Niewątpliwie uroku dodaje jej też sam wątek kulturoznawczy i odniesienia do wojny japońsko-rosyjskiej. Sama historia drzeworytów i ich ewolucja na przestrzeni wieków bardzo mnie zainteresowała i żałuję, że w książce nie ma zamieszczonych żadnych ilustracji. Zdecydowanie brakuje tutaj także i tytułowej gejszy, która będąc ciągle obecną jednocześnie traktowana jest po macoszemu

Niestety po interesującym wątku dotyczącym kultury japońskiej samo rozwikłanie zagadki zbyt szybko okazuje się oczywistym, a i próby uciszenia świadków i  śledczych nie zaskakują w jakiś szczególny sposób. I pod względem kryminalnym na książce się niestety zawiodłam. Brakowało tutaj zaskakujących zwrotów akcji. Czułam się trochę jak podczas oglądania "Malanowski i partnerzy" czy "Detektywi". Trochę za sztuczne by było rzeczywiste; zarówno akcja jak i zachowanie Marty, Emila, Zebry.

16 komentarzy:

  1. Mam w planach coś tej autorki, ale nie wiem, czy będzie to ta książka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czułam się trochę jak podczas oglądania "Malanowski i partnerzy" czy "Detektywi" - to skutecznie odstrasza mnie na tę chwilę od tej książki, ale może kiedyś zmienię zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bronią się w niej tylko wątki kulturoznawcze.

      Usuń
  3. Mimo wszystko to kiedyś pewnie przeczytam, a co stwierdzenia, że czytasz polskie, bo przynajmniej wiesz co autor napisał to się zgadzam, spotykałam się z bardzo kiepskim tłumaczeniami, gdzie oryginał nie miał nic wspólnego z tłumaczeniem. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A już myślałam, że Anna Klejzerowicz napisała powieść w stylu "Wyznań gejszy". Tytuł i okładka na to wskazują, ale jak wiemy, "nie oceniaj książki po okładce" :D
    Do tej książki ewentualnie zachęciłyby mnie fragmenty o kulturze, a zwłaszcza o alfabecie japońskim, jednak cała intryga kryminalna zdaje mi się być przekombinowana i tak jak piszesz, zbyt sztuczna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam historię gejsz, i z pewnością przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Malanowski i partnerzy" to aż taki tragizm, że przy tym W-11 i Detektywi to serialowe majstersztyki :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam Malanowski swoją osobą i umiejętnościami tak onieśmiela :D, że aż za często to oglądam :P

      Usuń
  7. Książkę mam, ale jeszcze nie miałam okazji jej czytać. Może kiedyś to nadrobię. Jestem tylko ciekawa, czy moje wrażenia z tej lektury pokryją się z twoimi. Czas pokaże.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może i sztuczne, ale może się skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak nie będę miała co czytać to wezmę się za nią:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka po tytule kojarzy mi się z "Wyznania gejszy", ale chyba na tym kończą się jakieś myśli o tej powieści.. racze nie dla mnie ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku byłam nawet skora do przeczytania tej książki, ale kiedy porównałaś ją do "Malanowski i partnerzy" stwierdziłam, iż będę się od niej trzymała z daleka ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jestem i dziwna, ale czasem oglądam "Malanowskiego". Za wybitne to nie jest, ale całkiem przyzwoicie spędza mi się przy tym czas.

      Usuń
  12. Jednak podziękuję :( O gejszach czytałam "Gejszę z Gion" i na tym tytule poprzestanę.

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania