Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

[dyskusja z książką w tle] Nowoczesność w wydaniu książkowym.

niedziela, 15 września 2013


Kojarzycie stare, zniszczone książki upchane na półkach bibliotecznych i w antykwariatach? Ja zapamiętałam ich okładki, na których zawarty był zazwyczaj jedynie tytuł i autor. Żadnych nagród, notek biograficznych, fragmentów fabuły i zachwalających opinii. O faktycznie, czasem zdarzał się podpis: Lektura klasy... I tyle.

I jakoś czytelnicy wiedzieli o jaki tytuł zapytać, na którą pozycję się zdecydować. Ewentualnie brali na "chybił-trafił" (albo i stosowali wyliczanki? Mnie się zdarzało w dzieciństwie). Pamiętam, że lubiłam takie stare, rozpadające się egzemplarze - w końcu skoro tyle osób ją czytało to widocznie jest tego warta.

Dziś dostępne są katalogi z recenzjami, skrzydełka książek zawierają wiele informacji i do tego zazwyczaj zapisana tylna okładka. Sięgając po książkę wiemy o czym jest, czasem znamy nawet jej zakończenie! Co gorsza, planujemy jaka powinna być na podstawie licznych opinii. A później: bach! Rozczarowanie, rozgoryczenie bo miało być lepiej.

Natłok książek sprawia, że każda próbuje się wybić na swój sposób. A mnie nadal brakuje tych starych egzemplarzy, których dziś biblioteki aż nazbyt chętnie się wybywają. Choć przyznam, że z drugiej strony tak przyzwyczaiłam się do barwnych okładek, że trudno byłoby mi się od nich odzwyczaić...

33 komentarze:

  1. Czy ja wiem? Mi to obojętne w sumie, zwykle nie czytam tego, co na książce napisane i wybieram na chybił trafił... No a poza tym ja jestem silnie e-bookowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wstrzymuję się z e-bookami póki nie kupię wymarzonego czytnika.

      Usuń
  2. Ja w bibliotece zawsze biorę książki na chybił-trafił, nie czytam opisów itd. Jasne, nie wszystkie, ale zawsze chociaż jeden tytuł. Z zakupem już jest trochę inaczej - książki niestety coraz droższe, więc coraz więcej też się zastanawiam zanim w końcu coś wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Opisy z tyłu książki lubię, ale hasła reklamowe, notatki na skrzydełkach już nie. Według mnie to jest niepotrzebne i kojarzy mi się z nachalną promocją. Tak samo jest w przypadku filmów - teraz na plakacie często widnieją teksty typu: ,,komedia, która zachwyciło się kilka milionów Francuzów", czy coś takiego... Śmieszy mnie takie coś, bo ja nie wybieram się do kina tylko dlatego, że ludzie z innego kraju tak robią. A w książkach umieszczają np. informację o ilości sprzedanych egzemplarzy. Co z tego, że sprzedano setki książek, jeśli tylko paru osobom mogła się ona spodobać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z w Tobą. Od lat twierdzi się, że najlepiej sprzedawana jest Biblia, a ile osób przeczytało ją w całości i uważa za wartą zakupu?

      Usuń
  4. No cóż lubię od czasu do czasu sięgać po stare, rozpadające się już wydania, ale nie ukrywam, że lubię też książki prosto z księgarni, które pachną jeszcze drukiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze chciałam powiedzieć, że raczej czytam co tam na okładce naskrobane, ale wkurzają mnie hasła na okładkach typu; następczyni/ca Stiega Larssona, często taka książka okazuje się "przereklamowanym kiczem" i według mnie psuje obraz znakomitych pisarzy.

      Usuń
    2. Też nie przepadam za takimi porównaniami. Za dużo wymagam wtedy od powieści a zbyt mało otrzymuję... :P

      Usuń
  5. Ja dopiero od niedawna pokochałam czytanie, więc mnie jakoś nie kręcą stare egzemplarze. Zdecydowanie bardziej wolę nowości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam sentyment do starych książek. W dzieciństwie tylko takie mnie otaczały.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również do tej pory chętnie sięgam po takie stare, zniszczone książki. One mają swoją duszę :-) Nowych lektur, takich prosto z księgarni, czasami boję się czytać, bo głupio jest mi wyginać okładki, niechcący zaginać rogi itp. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Napisy na książkach mają to do siebie, że robione są po to, żeby zachęcić jak największą liczbę czytelników do ich kupna. Są tak chwalone, że myśli się o danej książce jak o arcydziele. Ale kiedy się przeczyta całość...

    OdpowiedzUsuń
  9. Często wybierając książkę i tak zwracam uwagę na okładkę, jestem wzrokowcem, a poza tym dobra okładka w dzisiejszych czasach robi swoje. Jak wspomniałaś mamy naprawdę ogromny wybór, co miesiąc nowości, nie wszystkie to hity. Ilość nowych książek wpływa też na popularność blogów, gdyż obserwując na własnym przykładzie, wolę przeczytać opinię blogera, niż opłaconego opisu na okładce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Akurat dzisiaj myślałam o tym samym! I ja wcale bym nie tęskniła za tymi kolorowymi okładkami. Chciałabym na swojej półce mieć same książki wyglądające jak te stare, w jednym kolorze ze złotymi napisami na grzbiecie. Jeśli biblioteki chętnie się takich książek wyzbywają, to ja je chętnie przyjmę! :)

    [mackabellablog.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolorowe okładki są bardzo piękne i przyciągają wzrok, i mi również byłoby się trudno od nich odzwyczaić. Niestety nie sięgam po takie stare książki, bez czyjegoś polecenia, gdyż nie lubię wybierać niczego na "chybił-trafił", a rzeczywiście na tych starych okładkach ciężko o jakiekolwiek informacje. Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy potrafią swoim instynktem bądź intuicją wybrać z pośród takich utworów te dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlatego też niezwykle rzadko czytam opisy zawarte na odwrocie książki. Kilka razy się zraziłam tym, że zawarto tam informacje zdradzające zbyt wiele z fabuły książki:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właściwie tym wpisem przypomniałaś mi, jak kiedyś lubiłam wyszukiwać takie książki w bibliotece :) Wybierałam książkę, która pierwsza rzuciła mi się w oczy i raczej nie zawiodłam się nigdy. Myślę, że do tych starych książek człowiek ma inne podejście - nie wiemy czego się spodziewać, więc nie oczekujemy zbyt wiele, przyjmujemy treść taką jaka jest, nie taką jaką chcielibyśmy aby była.
    Przy kolejnej wizycie na pewno skuszę się na choć jedną książkę tego typu!

    OdpowiedzUsuń
  14. Może coś w tym jest, że kilka lat temu trafiało się na przypadkowe lektury, które były warte uwagi, a nie teraz wszyscy czytają w większości nowości, o których przeczytali 50 razy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja uwielbiam buszować po bibliotece :) Często wykorzystuję system "po autorze" - jeśli przeczytałam książkę jakiegoś autora, która mi się spodobała, to staram się sięgnąć po następne, takie które są mniej znane. Na ogół się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Również bardzo lubię stare pozycje.
    Te okładki, te strony mają w sobie tę magię - trochę dzieciństwa, kiedy wspinałam się na paluszkach po jak największy, szary grzbiet na półce :)

    PS. Dodaję do obserwowanych :)
    Czemu wcześniej nie odkryłam Twojego blogu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może ze względu na to, że mój blog ma krótki staż ;)

      Usuń
  17. Prawda, te książki miały w sobie jakąś tajemnicę. Dzisiaj mamy wszystko na wierzchu...nie wiem czy to lepiej? Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dokładnie, teraz nikt nie zwraca uwagi na starsze wydania, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  19. Czasem te starsze okładki mają w sobie to ciepło, które niesie książka. Nie ma napisów, że Stephanie Meyer poleca czy coś. Może nie są one kolorowe jak kiedyś były i mają pognieciony papier, ale wtedy każda z nich ma swoją historię np.kiedy ktoś wylał trochę kawy (wiesz sprawdziłam czy nadal pachnie ta kawa i pachniała).
    Nie wspominając o zapachach staryck książek mmmm......

    OdpowiedzUsuń
  20. Przekonuję się do starych wydań. Jestem wzrokowcem i lubię wyraziste okładki, ale tamte książki też kryją w sobie dużo ciekawych treści :)

    OdpowiedzUsuń
  21. A mnie się właśnie podobają te nowoczesne wydania. Książki stare czyta mi się gorzej. Wiem, że to nie okładka decyduje o zawartości, no ale tak już mam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Od dziecka uwielbiałam stare książki. Szperałam rodzicom po pawlaczach, szukając ciekawych lektur. Szczególnie "kręcą mnie" te wydane na początku ubiegłego wieku... Ostatnio dorwałam się do biblioteczki należącej do pradziadka mojego męża (a dziadka mojej teściowej) i znalazłam tam kilkanaście cudownych perełek - większość z nich to klasyka. I tak wspólnie z teściową zastanawiałyśmy się, jakie to dziwne (i fascynujące zarazem!) uczucie oglądać biblioteczkę kogoś, kogo się nie znało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio uratowałam z pudła "na spalenie" książkę z końca XIX wieku. Muszę częściej zaglądać na strych do dziadków :P

      Usuń
  23. Niestety stare wydania z biblioteki potrafią brzydko pachnieć :/ :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten zapach nigdy nie przeszkadzał. Choć wiedziałam, że takiej książce grozi szybkie zniszczenie :/

      Usuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania