Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

[dyskusja z książką w tle]Wstydzić się przeczytanych książek?

niedziela, 29 września 2013


Być może pamiętacie jak poruszałam tę kwestię przy okazji wpisu o powieści Danielle Steel Miłość silniejsza niż śmierć (recenzja tutaj)? Zainteresowanych odsyłam do pierwszego akapitu recenzji. Wtedy chodziło wprawdzie nie tylko o tę pisarkę. Znaleźli się bowiem orędownicy hierarchizacji literatury i wspominania jedynie o lekturze poważnych książek. A wedle "powszechnego mniemania" taka babska obyczajówka czy romansidła to podkategoria, o której głośno się nie mówi...

I co jeszcze? Może idąc dalej narzuci się nam listę pozycji o których możemy publicznie rozmawiać? Danielle Steel zaczęłam czytać jako 12-13 nastolatka. To znaczy tak ku woli ścisłości, w tym wieku zaczęłam na tyle szybko składać literki, że mogłam rano w wakacje "pożyczyć" z półki mamy książkę i zanim wróciła z pracy ją przeczytać i odłożyć. Wprawdzie wtedy niewiele rozumiałam z pewnych kwestii, ale czytało się ją lekko i przyjemnie. Dziś mam prawie, a jednak się zapędziłam, już 20 lat i sama wybieram z półek bibliotecznych obyczajówki i romansidła. I nie czuję żadnych oporów by o tym mówić, pisać czy polecać innym.

Ostatnio miałam w rękach harlequina. Po lekturze miałam taką sieczkę w głowie, że książkę bym najchętniej wyrzuciła. Zdecydowanie nie trawię banału w takiej postaci. I nie wstydzę się wspomnieć takich prób czytelniczych, choć widziałam w niej same negatywy.

Powieści obyczajowe i romanse to dość pokaźna gałąź literatury. Mówi o bliskim kobietom życiu, o sytuacjach, które mogą się zdarzyć. Znajdziemy w nich perełki,  od których nie sposób się oderwać, i słabsze teksty, o których się pragnie zapomnieć.

Jestem przeciwna marginalizacji tej lektury i przypisywania im łatek. Nie wstydzę się tego co czytam! A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

32 komentarze:

  1. Dlaczego dopiero teraz zaglądam na Twojego bloga?
    Od razu mówię, że bardzo mi się tu podoba, i zostanę na dłużej :D
    Ciekawa notka. Ja na przykład lubię czytać romanse, a od czasu do czasu nawet harlequina jakieś znanej przeze mnie autorki. Jednak moją faworytką wśród pisarek romansów jest zdecydowanie Nora Roberts. Jeśli nie znasz, lub nie czytałaś żadnej z jej książek to zachęcam :D
    Ja również zaczęłam moją przygodę z romansami w podobnym wieku co ty :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że blog Ci się spodobał ;) Z Norą Roberts nie miałam kontaktu. Na razie wybieram raczej coś z Danielle Steel. Ale może w końcu się zdecyduję ;)

      Usuń
  2. Ja obracam się w tak specyficznym środowisku polonistów, że wstydzę się czasami przyznać, że przeczytałem kiedyś jakąś książkę.
    Teraz już nie czytam takich książek, których miałbym się wstydzić. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wychodzę z założenia, że innym nie musi się podobać co czytam. Ale z drugiej strony nie mam za wielu znajomych, z którymi mogłabym o tym rozmawiać, więc nie wiem jak wyszłoby to "w praniu" ;)

      Usuń
  3. A mnie wpis o książce Steel zachęcił do sięgnięcia po nią (nie czytałam wcześniej nic tej autorki). Oszczędzam ja co prawda na czas, kiedy będę miała dużo zamieszania w życiu i będę potrzebowała jakiejś odskoczni.
    Harlequina też przeczytałam - raz, żeby wiedzieć, co to takiego. Nie mam ochoty na więcej.
    Jest dla mnie zupełnie naturalne, że nie każda książka ma zmienić moje życie, stać się inspiracją do filozoficznych przemyśleń, itp. Czasami mam ochotę po prostu oderwać się od świata i cieszę się, że są ksiązki, które dają taką możliwość. I nie wstydzę się wcale tego, że po nie sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie, że nie ma się czego wstydzić! Lepsza jakakolwiek książka niż żadna :) Z drugiej jednak strony, niektórych książek moim zdaniem nie wypada czytać publicznie. Gdy widzę panią w autobusie czytającą "50 twarzy Greya", wygląda to dla mnie tak, jakby włączyła sobie pornosa na laptopie. Niby nie ma obrazków, ale wiem jakie emocje ta książka wywołuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam nie przeszkadzałoby to, o ile czytelnik nie zachowywałby się jakoś niestosownie ;)

      Usuń
  5. Dobry post, Aniu :) Moim zdaniem każda lektura jest na tyle cenna, żeby o niej mówić. Nawet jeśli jest to harlequin, Mein Kampf, czy Dan Brown (którego ja osobiście cenię, choć "establishment literacki" uznaje go za słabego autora :p ). Sam fakt przeczytania książki nie czyni Cię przecież jej fanem, a zapewne masz teraz o wiele więcej argumentów do krytyki harlequinów niż zawodowi hejterzy, którzy przecież ich ani razu nie przeczytali, bo tak bardzo gardzą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nie krytykuję się książek, których się nie czytało.

      Usuń
  6. Wstydzę się raczej tego, czego nie czytałam (mam spore zaległości w klasyce). A że kiedyś przeczytałam książkę o Spice Girls i kilka książek Coelho? Dziś się z tego śmieję i nie jest mi wstyd. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie przyznaję się do czytania typowo kobiecych książek, mam na myśli te bardzo lekkie i bzdetne - opowieści o miłostkach, romansach i odchudzaniu. A chyba masz rację, że nie trzeba się tego wstydzić. Czasem dobrze jest się trochę 'odmulić' i rzucić w kąt bardzo głębokie, trudne książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Do czego to doszło, że mamy się wstydzić tego, co przeczytałyśmy? Wstydzić to się powinni Ci, co w ogóle nie czytają książek!
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Tego co czytają lub oglądają wstydzą się osoby niepewne siebie i swojej wartości, które nie potrafią bronić swoich racji. Ja już dawno przestałam się przejmować tym co o mnie myślą inni. Czytam czasem romanse, uwielbiam fantastykę i horrory i filmy o zmutowanych zwierzętach a także telenowelę Zbuntowany anioł i absolutnie się tego nie wstydzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj pamiętam te czasy gdy się zasiadało do "Zbuntowanego Anioła"! Chyba poszukam na necie odcinków! Pod wpływem tego serialu i piosenek Natalii zaczęłam się uczyć hiszpańskiego. I to ma być ten zły wpływ?
      kolodynska.pl

      Usuń
    2. Oglądałam to z babcią w dzieciństwie! :D A później to ze skarpetą gadającą też

      Usuń
  10. Ja nie rozumiem jednej rzeczy. Nawiążę tutaj do tych nieszczęsnych harlequinów i romansów, które traktuję jako powieści obyczajowe. Niech ktoś z ręką na sercu powie mi, że w życiu realnym nie potrzebuje miłości, nie potrzebuje być w związku, nie potrzebuje mieć świadomości, że kocha i jest kochanym. Nie mam tutaj na myśli miłości rodzicielskiej, siostrzanej, braterskiej itp. Ja mówię o związku damsko-męskim. Czy zatem jest ktoś na sali, kto tego nie pragnie???? Jestem wręcz pewna, że każdy tego chce. To w takim razie dlaczego wyśmiewamy romanse? Bo nie oszukujmy się, ale tutaj głównie o te książki chodzi. Ktoś mi pewnie powie: nie masz racji, bo romans w życiu to jest zupełnie co innego niż w powieściach. No jasne, że tak. Ten przystojniak z książki nigdy nas nie pokocha, podobnie jak ta długonoga blondynka z powieści nigdy nie zwróci uwagi na czytelnika płci męskiej. Ale czy te książki nie pozwalają choć przez chwilę uwierzyć w miłość? Przecież żyjemy w tak dziwacznym świecie, że o uczuciach praktycznie się nie myśli. Zadziwia mnie, że wulgarny Grey ma dziś większe wzięcie niż klasyczna powieść obyczajowa z romansem w tle. Czy ludzie w miłości naprawdę poszukują już tylko wulgaryzmu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fenomen Greya jest dla mnie zagadką, choć podejrzewam, że spory wpływ ma na to świat mediów, promujący seksualność przy każdej okazji i ogłaszający, że takie książki są świetne. A tym bardziej "korzystają na nich" przedstawiciele obu płci. Natomiast klasyczne romasidła/obyczajówki to często półka kobieca, po której chciałybyśmy zaznać takich cudownych związków. I może to mała teoria spiskowa, ale panom może taki fakt przeszkadzać więc dla bezpieczeństwa degradują ich wartość? Tak mi jakoś przyszło do głowy, pół żartem pół serio ;)

      Usuń
  11. Niektóre harlequiny są straszne, ale niektóre wcale nie i historie czasem nie są aż tak banalne :) Ja też sięgałam nie raz po romanse, mimo że miłośniczką kryminałów jestem. Przecież trzeba się czasem przy czymś lekkim odprężyć. A osoby, które uważają, że o takiej literaturze nie powinno się mówić to literackie snoby, które pewnie i tak czytają potajemnie romanse...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja się nie wstydzę tego, co czytam. Każdy ma prawo sam dobierać sobie lektury, na które ma ochotę:)
    Gratuluję 100 posta:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jak czytam to dla siebie, nie dla innych,żebym się musiała wstydzić i im się tłumaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu usuń jakoś to piekielne wyloguj się, napisałam trochę na temat ale już nie po raz pierwszy kliknęłam "wyloguj się" zamiast opublikuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się :( To bloggerowski nowy szablon komentarza. Ewentualnie nie umiem :(

      Usuń
  15. Nie wstydzę się żadnej książki, którą przeczytałam. A rozbieżność jest naprawdę spora.

    OdpowiedzUsuń
  16. No niestety niektóre książki uchodzą za wstydliwe. Na szczęście ja nie mam tego problemu i otwarcie o nich wspominam. Nawet jeśli mi się podobały. Wszak książki mają służyć przede wszystkim rozrywce w dzisiejszych czasach, prawda? ;) Jeśli spełniają tę funkcję i niosą coś za sobą to też dobrze, ale bez przesady - nie wszystko, co proste, musi być do d*** ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Osobiście uważam, że Danielle pisze książki, które da się przeczytać tylko raz i wtedy naprawdę rozdzierają czytelniczce duszę - tak miałam ze wspomnianą wyżej pozycją "Miłość silniejsza niż śmierć", - za pierwszym razem co drga strona ryk totalny, za drugim po paru rozdziałach Morfeusz zabrał mnie na swoje łono. To samo było z "Anioł Johny", "W sieci"... ale każdy odbiera ją inaczej;) Moja koleżanka do tej pory przynajmniej raz w roku czyta "Kalejdoskop", a przecie przygodę z książkami tej autorki obydwie zaczęłyśmy, jakieś 9 lat temu (miałyśmy coś około dwunastu lat;))

    Babskiej literatury nie ma się co wstydzić - gdyby nie ona i pewien Harry pewnie teraz zaliczyłabym się do średniej osób, które czytają jedynie reklamy na bilbordach. Ja po prostu "LUBIĘ TO", choć nie czytam tak intensywnie jak kiedyś - bo wtedy pochłaniałam tylko i wyłącznie panią Thorton, Quick (chyba tak pisze się to nazwisko), Medeiros czy Coulter - jeżeli panie nie czytały, polecam sa niezwykłe, tylko te starsze pozycje, nowości to rzeczywiście chała bez polotu. Fakt, że nie jest to literatura najwyższych lotów, nie czyni jej tematem marginalnym;)

    Zgadzam się z Krainą Czytania - przecież w tych romansach jest kwintesencja tego, co potajemnie każda z nas pragnie (nawet nie próbujcie zaprzeczać babeczki;), szkoda tylko, że tak często nie da się tego przenieś do rzeczywistości...okrutny losie;)

    Rzeczywiście masz troszkę racji w tym, że może panowie spychają tę gałąź literatury, bo podświadomie czują, że im zagraża;) Kto by nie chciał takiego złotowłosego Gray'a (nie tego co ma tysiąc twarzy) z "Pocałunków", ach aż mi się smutno zrobiło, chyba sobie znowu to moje ulubione romansidło wypożyczę...

    OdpowiedzUsuń
  18. Podobnie jak poprzedniczki, nie wstydzę się tego, co czytam i uważam, że lepiej czytać romanse, niż ni czytać wcale. Fakt, że trochę mi się zmienia z wiekiem gust i szukam literatury wymagającej większego skupienia, nie znaczy od razu, że romanse czy obyczajówki traktuję po macoszemu. Czasem też mam potrzebę przeczytania właśnie czegoś słodkiego do mdłości, czegoś o romantycznej miłości itp. Czytanie przede wszystkim na sprawiać przyjemność mnie, nie czytam po to, żeby kogoś zadowolić, niech sobie każdy myśli, co chce:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie czytałam nic pani Steel, ale romansidła zdarza mi się czytywać, nie jest to jakoś często, ale taka literatura jest potrzebna, działa odprężająca, ale z drugiej strony tematyka jest zbliżona do historii, które mogłyby się wydarzyć naprawdę, a za Panią Steel chętnie się wezmę, bo potrzebuje czegoś takiego w tej chwili :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania