Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Drugie spotkanie z Eric-Emmanuelem Schmitt. Tym razem "Dziecko Noego" i motyw Holocaustu.

wtorek, 8 października 2013

lubimyczytac.pl
autor: Eric-Emmanuel Schmitt
tytuł: Dziecko Noego
tytuł oryginału: L'enfant de Noe
przekład: Barbara Grzegorzewska
wydawnictwo: Znak
miejsce: Kraków
rok: 2005
stron: 132
źródło: wypożyczona z biblioteki
Po przeczytaniu Oskar i Pani Róża byłam zachwycona. Nie mogłam przestać myśleć o fabule, czułam, że jest to perełka. Pisałam o tym tutaj. Stąd buszując po wrocławskiej bibliotece (ba! W czasie roku akademickiego mam do dyspozycji we Wrocławiu trzy, a nawet 4 niesamowite księgozbiory!) nie mogłam oprzeć się pokusie sięgnięcia po jego inny utwór. Nie ważne o czym, byleby właśnie tego autora. I tak trafiłam na Dziecko Noego.

Zerkając na liczbę stron nietrudno zauważyć, że niej jest ich za wiele. Do tego zeszytowa forma wydruku, tak więc ostatecznie czytać powinno się szybko. No niestety, początek roku był zbyt intensywny, stąd czytałam w trakcie dojazdów tramwajów przyklejona dla bezpieczeństwa do barierki ;) Faktem jest jednak, że lektura jest dość szybka i płynna.

Joesph wspomina tak okres, kiedy miał 10 lat:
Co niedziela wchodziłem na scenę w nadziei, że zostanę rozpoznany albo chociaż wybrany. Co niedziela na dziedzińcu Żółtej Willi miałem dziesięć kroków na to [...] żeby zyskać rodzinę, dziesięć kroków, żeby przestać być sierotą./s.7
To powojenna rzeczywistość, w której żydowskie dzieci, cudem ukryte, z nadzieją czekały na powrót swoich rodziców. Niestety rodzin tych nie ominął Holocaust, jak to mówią, druga religia Izraelitów. Wierząc, że bliscy przeżyli okupację hitlerowską codziennie wychodzą na mini scenę, choć być przez nich rozpoznanymi. Wśród nich jest Joseph, którego postać intryguje, ale i irytuje.

Jak na sześciolatka ma niesamowicie rozbudowaną składnię i sposób opisywania rzeczywistości. jego opowieść jest tak kunsztowna pod względem językowym, że za nic nie pasuje do postaci dziecięcej. I prawie do samego końca zaburzało mi to spokojną lekturę.

Na szczęście treść była tak dobra, że nadrabiała, wcześniej wspomniane, mankamenty. Schmitt w krótkiej opowiastce z okresu eksterminacji Żydów poruszył istotę judaizmu i chrześcijaństwa. Poprzez rozmowy chłopca z opiekunem ośrodka docierała postawa wierząca i ta nie. Mocno zarysowany wątek religijny zadawał pytania i próbował na nie odpowiadać. W między czasie przewijał się sam wątek obowiązku wobec przodków, który we mnie wzbudził największe rozterki. To w końcu mamy prawo do samodzielnego wyboru wyznawanej religii czy powinniśmy się dostosować do otaczającej sytuacji polityczno-rodzinnej?

Dziecko Noego na swój sposób mnie zachwyciło, ale i zniechęciło. Przyznam się, że mam małą "zagwozkę" czy sięgać dalej po teksty Schmitta. A może lepiej trochę odczekać?

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

11 komentarzy:

  1. Nie znam twórczości tego autora, ale niebawem się to zmieni, gdyż całkiem niedawno dostałam w prezencie ,,Marzycielka z Ostendy'' i zamierzam ją w wolnym czasie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie poznam opinię na ten temat.

      Usuń
  2. Czytałam, zrobiła na mnie wrażenie, choć nie takie jak Oskar i pani Róża :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam jakiś czas temu i podobała mi się, choć przyznam że z dotychczasowych przeczytanych książek autora największe wrażenie zrobiły na mnie "Oskar i pani Róża" i "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu"

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzowałam tą książkę u mnie niedawno :) Uwielbiam Schmitta za każdą jego książkę, bo każda jest doskonała i wiele z nich można wyciągnąć. Jego książki są bardzo mądre. "Dziecko Noego" jest dla mnie szczególną książką. Płynie z niej wiele życiowych cytatów i mądrości. Mnie się wydaje, że nie pisał tego mały chłopiec, lecz wspominał swoje młodsze czasy dorosły już mężczyzna... Postać Josepha mnie nie irytowała, wręcz przeciwnie, wzbudzała pozytywne mądrości.
    A z wątkiem religijnym... wydaje mi się, że każdy ma prawo wyboru, tylko czasami jesteśmy zachłyśnięci tym, czego nie znamy, co dopiero poznaliśmy (jak Joseph chrześcijaństwo), że chcemy irracjonalnie podjąć de facto złą decyzję dla nas. Schmitt przed tym ostrzega. Ostrzega też przed tym, aby się nie zatracić w czymś nowym, aby pamiętać o swoich korzeniach i tym, kim się jest.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykro mi, że nie czytałam dotąd nic Schmitta, będę musiała to nadrobić. Nie mam pojęcia skąd wziąć na tyyyle książek czas. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Oskar i pani Róża" była dla mnie lekturą bardzo emocjonującą i troszeczkę boję się przez to innych książek Schitta, ale kto wie, kto wie :D (ostatnio zauważyłam powieść Przypadek Adolfa H.. i chyba się kiedyś skuszę)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam "Oskara.." i na podstawie tej książki mniemam, że pozostałe utwory autora również niosą ze sobą wartościowe przesłanie, więc na pewno sięgnę po kolejne pozycje:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja czytałam jedną książkę autora i dalej jakoś tak się nie składało. Niemniej chciałabym jeszcze kiedyś z jakąś się zapoznać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam "Intrygantki" są to dramaty i do tego bardzo dobre. W planach mam przeczytać wszystko tego autora :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania