Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Krzysztof Królas: "Najmita" - debiut z gatunku fantastyki

wtorek, 25 marca 2014

debiut, fantastyka
lubimyczytac.pl
autor: Krzysztof J. Królas
tytuł: Najmita
wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
miejsce: Warszawa
rok: 2013
stron: 222
źródło: egzemplarz recenzencki
Jestem zdania, że lepiej nie docenić niż przecenić. Na przykład za dobrych nadziei o debiucie można nabrać, czytając na okładce:
Najmita Krzysztofa Królasa to mocna dawka fantastyki dla Czytelników o mocnych nerwach, miłośników wyjątkowych historii i potoczystej, dynamicznej narracji. Historia Biezuja Nożownika pochłania bezlitośnie.
Zapewne powinnam się przyzwyczaić, że marketing robi swoje i książkę chwalić trzeba. Warto jednak czasem zastanowić się nad właściwym doborem słów w takich notatkach.
...mocna dawka fantastyki...
O ile jestem laikiem w sferze fantastyki to zazwyczaj kojarzy mi się ona z fabułą umiejscowioną kilka epok wstecz. Krzysztof Królas także opierał się na gęsiorkach, izdebkach, alchemii, co pozwoliło mi przenosić się na krótkie chwile w czasie. Żałuję jednak, że był to ruch wahadłowy. Ciężki, specyficzny język przeplatał się ze zwrotami aż nazbyt współczesnymi. Zdanie: "Wszystko to wydawało mi się mocno podejrzane." [s.10] brzmi dla mnie jak wyjęte ze współczesnej powieści kryminalnej. A "zarzygana, zapadnięta karczma" [s.12] nijaki współgra mi z przeistoczeniem się w ciepłą i przytulną. Jestem mocno "zafiksowana" na punkcie języka polskiego i naprawdę czasem szczegół potrafi mnie wytrącić z klimatu lektury.
...o mocnych nerwach...
Dodałabym tutaj, że z daleka od jedzenia. Początkowo język był tak wulgarny i plastyczny, że na myśl o jedzeniu robiło mi się niedobrze. Część powieści pisanych przez mężczyzn zawiera szczegółowe, aż nazbyt realistyczne opisy czynności fizjologicznych czy losów ofiar bijatyk. Początkowo ilość rynsztokowego słownictwa balansowała na granicy mojej wytrzymałości. Nie jestem jakoś specjalnie wrażliwa na takie opisy, ale pierwsze kilkadziesiąt stron czytało mi się ciężko. Później byłam z siebie dumna, że przez mnie przebrnęłam, bo książka pokazała, że naprawdę była warta tego poświęcenia. Jednak czy wszyscy zawsze czytają do końca rozpoczętą lekturę?
... miłośników wyjątkowych historii...
Kiedy na rynku dostępne są dziesiątki, a może nawet setki tysięcy tytułów trudno jest być oryginalnym. Krzysztof J. Królas zbudował jednak zawiłą na gruncie relacji pomiędzy bohaterami i dość nieprzewidywalną historię, która po długim wstępie okazała dopiero swoje prawdziwe oblicze. Choć brakowało jej spójności i ciągle czułam się zagubiona to z czasem dostrzegłam niezwykłe drugie dno historii. Pod warstwą dość przeciętnej budowy trafiłam na "to coś". Z czasem prześladowca stał się ofiarą, przyjaciel mógł być wrogiem, a zleceniodawca, prawie że oszustem. Biezuj Nożownik wzbudził we mnie silne emocje. Doprowadził do rozmyślań nad przyjaźnią, uczciwością, wiernością i zaufaniem. A tego szukam w literaturze. I choć książka ma wiele niedociągnięć to pokazuje ogromny potencjał, który chciałabym zobaczyć w lepszym wydaniu.
...potoczystej, dynamicznej narracji...
Z tym, to ja bym polemizowała. Wspomnienie o zagubienie było określeniem dość łagodnym. Otwieranie nowego rozdziału w okolicznościach zupełnie innych niż zamknięcie poprzedniego może dać efekt niesamowity. Tutaj jednak wprowadzał chaos. Miałam problem z odszukaniem się wśród fabuły. Akcja była, czasem wybiegała nieco w przyszłość. Jednak potoczystość nadal raczkuje. Zdarzenia przeważają nad opisem. A mimo to wątki "rozwarstwionej" zdrady, zemsty, przyjaźni sprawiły, że i narracja z czasem odeszła na dalszy plan.

Powieść miała także mocno polski wydźwięk. Polityczne tło wydarzeń pokazywało Polanów jako walecznych i zdecydowanych, a o Szwabach mówiła:
Drugiego tak łasego na pieniądze narodu nie uwidzisz /s.43

Pamiętacie może gościnny wpis o Diablo III? Fr4nCuZ wspominał tam o typowej grze Hack & Slash. Podczas lektury czułam się momentami jak podczas rozgrywki w grze komputerowej. Nieśmiertelny bohater, który pomimo urazów zawsze jakoś wchodzi z opresji. Rozmowy o najemcach, amuletach, nekromantach, misje, zadania. Dopiero z czasem relacje międzyludzkie i skomplikowane nici, łączące postaci zwróciły uwagę, że to jednak książka. I to o dużym potencjale i niesamowitym wydźwięku, ale ubrana w nieco ponad przeciętną treść.

I tak naprawdę duża lepsza niż początkowo się zapowiadała. Ma wiele niedociągnięć, jednak to dopiero debiut. Może kolejne będą lepsze?

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

Najmitę do zrecenzowania otrzymałam od autora - Krzysztofa J. Królasa 

16 komentarzy:

  1. Debiuty też lubię, gdyż każdy od czegoś zaczynał. Fantastykę też uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Kiti ;) Tutaj widać potencjał i to mnie bardzo zainteresowało ;)

      Usuń
  2. Z debiutami bywa różnie, a opisy na okładkach żyją swoim własnym życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, czasem zdarza mi się na nie "nabrać" :)

      Usuń
  3. O, widzę,że książeczka jak najbardziej dla mnie. Zapisuję żeby nie uciekła z pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już na nią trafisz, daj znać jakie wrażenia ;)

      Usuń
  4. Świetna recenzja ;-) aż się uśmiechnęłam, mam nadzieję iż będę miała okazję przeczytać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś mnie do niej nie ciągnie. W sumie nie wiem dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest specyficzna lektura i w dodatku młodego autora, który dopiero próbuje swoich sił w powieści ;)

      Usuń
  6. Odzwyczaiłam się już od czytania opisów na okładkach. Teraz po prostu otwieram książkę na dowolnej stronie, jak mi się spodoba, to biorę. :)
    W fantastyce jednak nigdy nie czułam się zbyt dobrze. Nie potrafię się aż tak wczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero poznaję fantastykę. Może kiedyś wciągnę się w nią bardziej.

      Usuń
  7. Co kraj to obyczaje, a co człowiek to inny gust. Najmita biorąc rzecz "en masse" to odskocznia od książek pisanych lekkim i eleganckim językiem. Chyba najlepsze porównanie jakie można tu zastosować to zrównać książkę Pana Królasa do przyjemnego "odmużdżacza" z serii filmów Steavena Seagala. Są proste, wulgarne i od czasu do czasu pomagają nam odpocząć od cięższych tematów. Ja potraktowałem najmite w ten sposób i muszę powiedzieć że spełniła swoją role w 100%. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za bardzo się gubiłam w niej by pozwoliła mi odpocząć. Ale "co człowiek to inny gust" :)

      Usuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania