Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

"Ania z wyspy księcia Edwarda" Lucy Maud Montgomery

wtorek, 29 kwietnia 2014

lucy Maud Montgomery, literatura dziecięca
www.lubimyczytac.pl
autor: L.M. Montgomery
tytuł: Ania z wyspy księcia Edwarda
tytuł oryginału: The Blythes Are Quoted
przekład: Paweł Ciemniewski
wydawnictwo: Literackie
miejsce: Kraków
rok: 2011 (pierwsze wydanie w okrojonej wersji 1974)
stron: 600
źródło: wypożyczona z biblioteki
Choć często nogami i rękami bronię się przed przytaczaniem Wam genezy książki czy notek o autorze, tym razem, w pełni świadomie zachowam się wręcz przeciwnie. Wprawdzie nie będzie tu za wiele o Lucy Maud Montgomery, bo zapewne, choćby ze słyszenia, kojarzycie ją z Anią z Zielonego Wzgórza, ale muszę wam opowiedzieć coś więcej o tej niezwykłej książce.

Przez wiele lat, a więc odkąd jako dziecko czytałam całą serię o Ani byłam przekonana, że Rilla ze Złotego Brzegu kończy historię Ani Shirley, później Blythe. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy przy okazji wyzwania Czytamy Anię dowiedziałam się, że niekoniecznie tak jest. Dzięki wyjaśnieniom Agnes dowiedziałam się, że od dawna dostępna jest powieść Spełnione marzenia, a od 2011 r. (na polskim rynku, w ogóle od 2009 r.) właśnie Ania z wyspy księcia Edwarda, która jest rozbudowaną wersją poprzedniego tytułu. Jak to się stało, że po około 35 latach udało się odzyskać pewne teksty? Wszystko zawdzięczamy panu Benjaminowi Lefebvre, który dokopał się do trzech nieco różniących się między sobą manuskryptów niniejszej pozycji. Był pierwszą osobą, która to dostrzegła i jemu zawdzięczać możemy ten zbiór opowiadań i... nie tylko...

O tym, że kocham Anię Shirley we wpisach (czasem między linijkami) pisałam już od dawna. Dlatego też lektura tej książki była dla mnie bardzo trudna i bolesna. Czuję bardzo silną więź z bohaterami książki, i tak przyjaciół, bronię ich przed wszelkimi atakami. W poprzednich częściach rodzina Blythe stawała na pierwszym planie i na taki obraz liczyłam. Okazuje się, że tutaj mamy zbiór opowiadań osadzonych w sąsiedztwie tej rodziny. Oni nie mają tu ról pierwszo- czy drugoplanowych. Wspomina się o mojej Ani, Gilbercie, Zuzannie i ich dzieciach podczas rozmowy czy czasem pojawiają się epizodycznie. Do tego wielu sąsiadów ma o nich bardzo złe mniemanie. A to jak dla mnie za wiele! Miałam takie wyidealizowane mniemanie o nich i po tak wielu latach trudno było się pogodzić z krytyką ich czy ich zachowania.

Do tego wszystkiego, jak dla mnie, to nie jest kontynuacja książki, a tekst z okładki o "ostatnim tomie przygód Ani z Zielonego Wzgórza" to co najmniej pomówienie. Ukojeniem na ból miały stać się wstawki między rozdziałami zawierające wiersze Ani Blythe i Waltera (jej syna). Każdy z nich opatrzony jest krótkimi komentarzami domowników. Poezja ta jednak nie urzekła mnie aż tak. Brakowało mi w nich Ani, jaką znałam; ikry, radości, pasji. Przyzwyczajenie ta taki mały chochlik, który zatruwa życie kiedy nie trzeba.

A mimo to książkę przeczytałam. Nie z przymusu wyzwania z czytaniem serii o Ani (ono tylko mnie zmotywowało by znaleźć więcej czasu na czytanie). Kiedy już wylałam przed Wami moje żale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że te opowiadania są bardzo dobre. Zabawne, innym razem smutne, zazwyczaj zmuszające do myślenia. Wciągały w swoją treść i zwracały uwagę na problemy, jakich doświadczamy w swoim życiu: miłość, nienawiść, sieroctwo, staropanieństwo, kokieteria, dziedziczenie, etc... Już w pierwszym mamy zagadkę z dziwnym hałasami (duchami?) w jednym z domów. W innym poznajemy ówczesne pierwsze miłości, kłótnie narzeczeńskie - sytuacje niepospolite, ale i możliwe do zdarzenia się i wokół nas.

Zróżnicowane obszernością teksty nie pozwałaby aby przerwać lekturę. Nie pozwalały na poznanie zakończenia, czy też na pozostawienie ich bez chwili zastanowienia. Już po serii o Ani widać było, że autorka potrafi zachwycić swoim piórem. Trudno jest mi jednak powiedzieć czy dałabym tę książkę dziecku. Wprawdzie sama znalazłam ją dopiero w oddziale dziecięcym biblioteki, to tak do końca nie jestem przekonana. Jest tu wiele zemsty, cierpienia, ludzkiej pychy czy nienawiści.

Każde z opowiadań mnie zauroczyło na swój sposób, a jedynie wspomnienia rodziny Blythe czasem przyprawiały mnie o chęć rzucenia czymś - no, ale oczywiście nie książką :)

Przede mną jeszcze dwa zbiory opowiadań, powiązanych z panną Shirley/ panią Blythe. Do pozostałych książek autorki specjalnie mnie nie ciągnie. Podobnie jak z panią Rowling, z której dorobku czytałam jedynie serię o Harrym Potterze.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Biblioteczne
Czytamy Anię
Recenzje poszczególnych części:

13 komentarzy:

  1. Ja tak samo jak Ty uwielbiam Anię i już słyszałam parę rzeczy o tej książce, więc dla mnie też czytanie jej byłoby bolesne, ale możliwe, że kiedyś przeczytam, aby trochę skrytykować. Co do opowiadań - niestety nie przepadam za czytaniem ich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wprawdzie rzadko sięgam po opowiadania, ale mimo to lubię je; szczególnie na krótkie przejazdy tramwajem, itp.

      Usuń
  2. Kocham Anię, pokochałam bo sama mam rudo-blond włosy i miałam masę kompleksów kiedyś z tego powodu. Ale szczerze nie znoszę tej książki. Kocham całą serię, z tą książką się męczyłam.
    Za to Opowieści z Avonlea i Pożegnanie z Avonlea urzekły mnie sto razy bardziej, niż Ania z Wyspy Księcia Edwarda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem i do nich dotrę. Oby pozwoliły mi na jeszcze krótkie spotkania z Anią - imienniczką; od kilku lat sama jestem ruda :)

      Usuń
  3. Nie słyszałam chyba o tej książce, ale raczej nie nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cały czas sobie obiecuję, że przeczytam całą serię jeszcze raz. Na razie ją kompletuję. Mam nadzieję, że w końcu znajdę czas na przeczytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja korzystam z biblioteki. A wyzwanie Agnes już rok temu sprawiło, że postanowiłam powrócić do Ani :)

      Usuń
  5. Nie rozumiem fenomenu Ani. Nigdy mnie nie ciągnęło do lektury tych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zauroczyła w dzieciństwie, i dawno przy żadnej książce tak się nie śmiałam, jak właśnie przy Ani z Zielonego Wzgórza

      Usuń
  6. Mnie już od jakiegoś czasu korci, by znowu przeczytać całą serię książek o przygodach Ani Shirley. Między innymi to dzięki nim pokochałam czytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) I polecam! Ale w przerwie z innymi książkami. Bo ciągiem, mogłoby być to trudne.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informację i przede wszystkich proszę o kontakt per "ty". W końcu tutaj wszyscy jesteśmy równi :) To miło, że dobrze się czyta moje subiektywne opinie.

      Usuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania