Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

"Opowieści z Avonlea" Lucy Maud Montgomery

piątek, 13 czerwca 2014

lubimyczytac.pl
autor: L.M. Montgomery
tytuł: Opowieści z Avonlea
tytuł oryginału: Chronicles of Avonlea
przekład: Ewa Fiszer
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
miejsce: Warszawa
rok: 1991
stron: 160
źródło: wypożyczona z biblioteki
Ci, którzy choć od czasu do czasu zaglądają do mnie na bloga zauważyli może, że raz na dwa miesiące pojawia się u mnie wpis dotyczących serii Lucy Maud Montgomery o rudowłosej Ani Shirley. To efekt udziału w wyzwaniu, którego autorkami są blogerki z Co warto czytać? i W krainie czytania. Początki były bardzo przyjemne, jako że Anię bardzo lubiłam. Z czasem jednak bohaterka dorastała, na pierwszym planie pojawiały się losy jej dzieci. A ja za bardzo lubię Anię i coraz trudniej przychodziło mi czytać książki. Choć napisane były ciekawie i potrafiły wciągnąć w lekturę.

Trzy ostatnie pozycje z wyzwania to zbiory luźnych opowiadań, w których Ania i jej rodzina to tylko drugoplanowe bądź epizodyczne opowiadania. Tak też było w przypadku i tego zbioru. A jak możecie się domyślić, trudno jest mi pisać o Ani, jeśli jej nie ma, bądź też pojawia się rzadko. Niemniej jednak autorka pisze tak barwnie, że trudno się oprzeć im tekstom. Nawet jeśli towarzyszy im lekka gorycz tęsknoty za panną Shirley/ panią Blythe.

W stosunkowo cieniutkiej lekturze znajdziemy aż 12 odrębnych tekstów, luźno powiązanych z bohaterami, miejscami, wydarzeniami, znanymi z poprzednich części. Każde z nich zawiera drobne przesłanie. Znajdziemy tam brak zdecydowania mężczyzn i intrygę kobiet w celu usidlenia "tego jedynego"; dumę, która niszczy od środka i uniemożliwia czerpanie radości z życia; próbę narzucenia drogi życia przez rodziców i duszę skrzypka; niezrozumienie osoby uduchowionej i realistki; narzeczeńskie kłótnie, przez które ślub odchodzi w niepamięć i wiele innych. A w prawie, że każdej przewija się temat nieśmiertelny - miłość - w najróżniejszych odsłonach.

Nie pamiętam jak odebrałam ją jako dziecko. Niemniej, dzisiaj widzę bystre oko Lucy Maud Montgomery i niemałe poczucie humoru. Każda z historii mogłaby przydarzyć się nam czy znajomym. Niektóre nawet wydawały mi się dziwnie znajome. A pewne uwagi czy zdania kończące rozdziały dopiero dziś w pełni rozumiem. Podobnie jak wraz z wiekiem i tym niewielkim zasobem doświadczenia życiowego bardziej dostrzegłam subtelność relacji między bohaterami niż te 10 lat temu.

Autorka potrafi mocno zagrać na moich emocjach. To przy jej książkach zazwyczaj zdarza mi się wybuchnąć śmiechem czy wycierać łzy z twarzy. Przede mną jeszcze jedna pozycja z serii.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Biblioteczne
Czytamy Anię
Recenzje poszczególnych części:

18 komentarzy:

  1. Z serii o Ani czytałam tylko Anię z Zielonego Wzgórza. Kiedyś chciałam kupić i przeczytać całą serię, ale jakoś tego nie zrealizowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Widziałam nowe wydanie w zupełnie nowym tłumaczeniu. Nie czytałam go, więc nie wiem jak bym się w nim odnalazłam.

      Usuń
  2. Ja niestety nie przepadam za Anią ( i nigdy nie przepadałam, nawet jako dziewczynka).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze książka ma zwolenników i przeciwników :)

      Usuń
  3. Ja bardzo lubię właśnie te luźne opowiadania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym pewnie inaczej do nich podeszła, gdyby w ogóle nie było tam Ani i nie dotyczyły bohaterów serii.

      Usuń
  4. Tak dawno czytałam tą książkę, że pewnie teraz również odebrałabym ją całkiem inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadania coś w sobie mają, ale też nie zachwycają jakoś szczególnie niestety, a Ani prawie w ogóle tam nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czytało się je bardzo przyjemnie. Ale Ani brakowało, i to bardzo.

      Usuń
  6. Dopiero co pożyczyłam "Anię z wyspy księcia Edwarda", ciekawam, jak się będzie ją czytało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Ania z Wyspy Księcia Edwarda to pokaźny zbiór opowiadań :)

      Usuń
  7. Już dawno temu postawiłam sobie za punkt honoru przeczytanie wszystkich książek o Ani :D
    Dlatego i ta książka wpadnie kiedyś w moje łapki :3

    OdpowiedzUsuń
  8. "Anię z Wyspy Księcia Edwarda" przekartkowałam, nie podobało mi się. Pozostałe 10 pozycji mam w domu, zaczytane i wymęczone nieziemsko. :) Tę lubię bardziej, niż "Pożegnanie z Avonlea"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w domu mam tylko kilka części, resztę namiętnie wypożyczam :)

      Usuń
  9. Gdzieś mi umknęła Ania... ale mam nadzieję że przeczytam, bo lubię wracać do jej przygód :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania