Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

Jestem dumna z polskich autorów. "Martwe popołudnie" Mariusz Czubaj

środa, 22 października 2014

lubimyczytac.pl
autor: Mariusz Czubaj
tytuł: Martwe popołudnie
wydawnictwo: Albatros
miejsce: Warszawa
rok: 2014
stron: 351
źródło: wygrana w konkursie u Książkówki
Polski kryminał to nadal dla mnie temat zagadka. Z jednej strony mam za sobą słaby tytuł jak: Widmo w mieście Breslau Marka Krajewwskiego, ale i trudną w odbiorze powieść: Ślady krwi Jana Polkowskiego. Oczywiście Lalki Alicji Pruś nieco ocieplają ten gatunek, jednak czy tym razem trafiłam na perełkę? Zobaczcie (a właściwie przeczytajcie) sami...

Czasem akcji stała się współczesność, którą oznaczyć można dosyć dokładnie na podstawie wydarzeń wspominanych na kartach powieści. Mamy aluzje do katastrofy smoleńskiej czy mamy Madzi, której proces był (a właściwie nadal jest) przedmiotem niekończących się dyskusji. Owszem samo wskazanie daty (czerwiec 2013) już w prologu potwierdza bliskość osadzenia wydarzeń, a do tego miejsca także jasno wskazane są w tekście. Gdańsk, Warszawa, .... - polska literatura mą tę zaletę, że słysząc poszczególne nazwy potrafię lepiej wczuć się w dany klimat, ocenić odległości między nimi. Przy zagranicznych lekturach nie miewam ochoty na otwieranie mapy i ocenę takich szczegółów, czy doczytywanie informacji o kulturze w danym regionie.

Polityczne tło wydarzeń nie jest tylko tworzone przez wspomniane już aluzje. Wydarzeniem rozpoczynającym opowieść staje się zamordowanie jednego z posłów (i dziwnym trafem nie zostają znalezione przy nim narkotyki, ani jego drugi telefon, ze znanym jedynie garstce numerem. O to zadbały już odpowiednie służby państwowe.) Uwierzycie, że zginął on przez przypadek, bo zawodowcy spartaczyli robotę? Oczywiście niewielu wiedziało, że właśnie taka jest prawda. Reszta zaczynała węszyć i próbowała odkryć, dlaczego do tego doszło?

Tutaj zaczyna się do akcji włączyć nasz główny bohater - czterdziestosiedmioletni Marcin Hłasko - dostaje quasi detektywistyczne zlecenie. Jego przeszłość, związana jest z praca w wewnętrznych aparatach państwa, dzięki czemu zdobył wiele cennego doświadczenia w dokonywaniu rzeczy niemożliwych. Poza tym, jego życie rodzinne już dawno przestało istnieć, a najbliższą osobą staje się brat, który na skutek służby wojskowej postradał zmysły. Niby epizodyczna postać, a niezwykle skutecznie przypomina jak wiele krzywd czyny służba wojskowa. Nie licząc tych, którzy odchodzą walcząc, o... kto to naprawdę wie?, pozostaje liczne grono zbyt mocno zniszczonych psychicznie jednostek, d;a których kolejne lata to wegetacja...

Właściwie forma, w jakiej Jan Król decyduje się uderzyć do niego budzi wiele wątpliwości. Więcej tam szantażu i manipulacji niż partnerskiej relacji. Niemniej jednak nasza postać nie pozwala sobie na bycie "gorszym". Czarny humor, bezczelność, egocentryzm bez większych problemów pozwalają mu odnaleźć się w każdej rzeczywistości. Czasem balansuje na granicy ryzyka. Niemniej jednak czym jest życie bez odrobiny szaleństwa? Na szczęście, te jego cechy, balansuje inteligencja, wrodzony umysł analityczny i wnikliwość.

Okazuje się jednak, że pozornie trudna sprawa, staje się być niebezpieczną. Zlecenie okazuje się mistyfikacją, a przynajmniej powody, podane Marcinowi. Poczynione odkrycia mogą doprowadzić do miejsca, z którego nie ma już odwrotu. Hłasko nie daje się wodzić za nos, a polityczne gierki potrafi poskładać w zbyt czytelną układankę.

Brawa dla autora za język. Pełna podziwu czytałam stosunkowo surowe i krótkie zdania. W takim typowo męskim stylu. Poza żołnierskim krótko i na temat znalazłam w nich życie. Nie znalazłam lepszego określenia na tekst, który przyciągał mnie niczym magnes i sprawiał, że przestawałam się skupiać na rzeczywistości. Lubię takie książki. Bardzo.

Gorzej miała się sytuacja z akcją, w której... z czasem zaczęłam się gubić, Nadmiar wątków, retrospekcji i postaci sprawił, że przestałam sama dedukcyjnie myśleć i zaczęłam jedynie śledzić dalsze poczynania bohaterów (a pojawiało się ich coraz więcej). Do tego zakończenie dla mnie wydawało się słabsze od samej powieści. Żałuję, bo konstrukcja powieści zachęcała do samodzielnego wysiłku intelektualnego. Czytanie w komunikacji ma dwie strony medalu. Jak czytam mało dokładnie, to później gubię wątki; jak skupiam się na treści, przejeżdżam swój przystanek :)

Ale wiecie, patrząc całościowo, to po takim kryminale jestem dumna z polskich autorów! Książka, nawet jeśli w całości mnie nie urzekła, to jest przykładem niesamowitej pracy pisarza. I w jej przypadku pamiętam świetny początek i umiejętną pracę na języku polskim (a gdzieś w tle irytującego bohatera-Hłasko), Oby takich więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania