Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

[spotkanie ze sztuką] Spektakl inspirowany "Tajemniczym ogrodem"

czwartek, 16 października 2014

Nie samymi książkami mól książkowy żyje! I choć najchętniej spędzałabym całe dnie z książką w łóżku, to zdarza mi się wybrać na kulturalne wydarzenie. Rzadko, bo rzadko, ale czasem się motywuję i wybieram do teatru, na wystawę czy interesującą debatę. Tym razem skusiłam się na promocyjne bilety do Wrocławskiego Teatru Współczesnego na Tajemniczy ogród, inspirowany powieścią Frances Burnett

Tak. Inspiracja to idealne odzwierciedlenie spektaklu na jaki trafiłam.
Uczymy się szybko i bezrefleksyjnie, błyskawicznie zdobywamy wiedzę o regułach rządzących światem, o zasadach obowiązujących w społeczeństwie, o jednostkowych relacjach. Nie wiemy co potrafimy, skąd coś wiemy, jak się tego nauczyliśmy, kto podzielił się z nami informacją, jak to się stało, że nagle zaczęliśmy tak świetnie funkcjonować w narzuconym systemie. Nie wiemy, kim jesteśmy i nie wiemy dlaczego takimi się staliśmy. /ze strony www.wteatrw.pl/
Współczesna aranżacja była oryginalna. Postać Mary zamieszaną pomiędzy ówczesnymi czasami a współczesnością robiła nie mniejsze wrażenie niż Dick, którego rozpoznałam dopiero po dłuższej chwili, czy Colin, odgrywający tu niejedną rolę. 

Wrażenia wizualne były silne. Proste stroje i minimalistyczna sceny. Uwagę zwracała gra światłem i cieniem, budująca momenty śmiechu i grozy, choć czasem śmiech zaczynał wydawać się nie na miejscu, Natomiast nad formą zdecydowanie królowała treść, która wymaga uwagi i skupienia. Gra słów i intensywne dyskusje oparte o: a gdybym... to byłbym... czy nie byłbym...? były niemałą łamigłówką dla widzów. Pozornie lekka opowieść dla dzieci stała się kanwą do opowieści, o tradycji, która bezwolnie i bezrefleksyjnie staje się częścią naszego życia, o próbie pozostania sobą i walce z przytłaczającą narzuconą rzeczywistością.

Aktorzy grali niesamowicie. Nie było tam chwil zawahania, niedopracowania. Widzowie nie mogli oderwać wzroku od sceny. Tym bardziej, kiedy trzeba było skupić się na ich kwestiach. Dla mnie jednak zbyt często tak nowatorskie sztuki byłyby męczące. Ja mam w sobie wiele z tradycjonalistki i z chęcią wybieram standardowe spektakle. Wychodzi na to, że dobrze dopasowałam się do życia w narzuconej rzeczywistości ;)

Dawno nie byłam w teatrze i wyszłam zaskoczona. Oczywiście wizyta wzbudziła we mnie wiele tematów do przemyśleń i nawet krótko porozmawiałyśmy sobie na jej temat z koleżanką, ale... nie do końca załapałam nowatorstwo. na przyszły raz poszukam czegoś bardziej tradycyjnego,

Mimo to, choć upłynął już blisko tydzień nadal czuję gęsią skórkę, jaką miałam podczas oglądania wystąpienia i emocje, jakie wzbudzała we mnie sztuka. Spotkanie ze sztuką w październiku uznaję za jedno z najlepszych, jakiego doświadczyłam. Kino nie potrafi mi zagwarantować takich emocji, jak gra aktorska na żywo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania