Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

O wiejskich obyczajach z XIX i XXI wieku z domieszką prywaty. "Chłopi tom I" Władysław Stanisław Reymont

wtorek, 30 grudnia 2014

wolnelektury.pl
autor: Władysław Stanisław Reymont
tytuł: Chłopi tom I
wydawnictwo: PIW
miejsce: Warszawa
rok: 1976
stron: 272
źródło: e-book z WolneLektury.pl
Przy okazji pierwszego tomu Chłopów przeczytacie:
- o gwarze, której nie należy się bać;
- o miłości z wyrachowania;
- o obyczajach które nie przemijają ;
- o lekturach, które nie są takie złe jak w szkołach nam je malują
- o polskiej tradycji, zachowanej na wsiach.

Chłopów większość z nas zna, a przynajmniej ma za sobą co najmniej streszczenie czy adaptację filmową, ewentualnie mgliste pojęcie, że była jakaś Jagna i stary Boryna. W notce znajdziecie informacje informacje z całej książki (spojlery), stąd jeśli chcesz sam/-a poznać zakończenie (serio? nie znasz?) to odradzam czytanie tego i następnych wpisów. 

Jeżeli jednak zostaniesz (a pewnie taki masz plan, skoro jeszcze czytasz) to otrzymasz coś więcej niż streszczenie fabuły i dwa zdania mojej oceny. Mam nadzieję, że ten wpis Cię zainspiruje i rozejrzysz się wokoło, wspomnisz stare opowieści czy zwyczaje babć, dziadków i napiszesz je w komentarzu czy w wiadomości mailowej (tak, w ramach przypomnienia: anianotuje@gmail.com). Gotowy/-a na podróż do XIX w. i do współczesnej wsi?
Matki w tym głowa, żeby zrobić jak potrza...
Zacznijmy od gwary. Słowa w odmianach, jakie zostałyby dzisiaj wyśmiane przy pierwszej lepszej okazji. Leksyka, z której większość słów przypomina te z obcego języka. Dialogi, które nie brzmią jak po polsku. Wystarczy kilka pierwszych zdań, aby zauważyć, że Chłopi napisani są wiejską gwarą. Ona nadal istnieje. Sama mam okazję słyszeć jak podczas rodzinnych spotkań pojawiają się słowa z niej pochodzące: w izbie, chałupie, majgać się  Z nimi dawno się już oswoiłam. 

Możesz się bronić przed takim tekstem, Twój wybór. Ja wolałam spróbować. Czytałam powoli, dopasowując intuicyjnie akcentowanie. Z kontekstu wychwytywałam znaczenie trudniejszych słów, czasem zerkałam do przypisów. Kilkanaście stron wystarczyło. Uwierzysz? Później tekst czytało mi się coraz lżej, ówczesny język przecież nie różnił się aż tak bardzo? Dlaczego miałabym się go bać? Miałam nawet frajdę z czytania tekstu właśnie w takim języku :)

Ze Ślązaków czasem się śmieją, z poznaniaków też, nie wspominając o Czechach. Język jak język. A ile słów nowych można poznać? Jak pojedziesz na wsi i spotkasz starszą osobę, która nadal używa gwary bez problemów ją zrozumiesz. Nigdy nie wiesz, kiedy wykorzystasz takie umiejętności.
Bacz i to, by z Boryną nie huru–buru, a miętko, a dobrocią. Starszy wżdy uważniejszy jest na to niźli młodziak…
Gwara, gwarą, ale warto by też coś z postaci nakreślić (minimalistycznie, jak obiecywałam). W końcu to fabuła przyciąga albo odpycha czytelników. Nie będę pisała o tym, jakie młodopolskie akcenty tu znajdziemy, bo to nie lekcja polskiego. Wspomnę tylko o Jagusi i Macieju Borynie, bo to przecież wszystko wokół nich się kręci.

Jagna średnio zainteresowana była tym, co dzieje się wokół. Piękna, lubiąca seks, Antka (żonatego syna Boryny), wrażliwa, ciągle myśląca o niebieskich migdałach. Robiła, co kazała matka. Postać z innej bajki, która nie potrafiła odnaleźć się na wsi. Zresztą ówczesna mentalność nie obwiniała mężczyzn za zdrady (za wiele się tutaj nie zmieniło), a obrywała tylko ona.

Maciej Boryny - najbogatszy na wsi, owdowiały. Za namową wójta i innych ważnych osób szuka sobie kolejnej małżonki. Wie, że każda się zdecyduje wyjść za niego więc wybiera najpiękniejszą Jagnę. Mógłby być jej ojcem, ale przecież to nie przeszkoda? Bogaty, ma dużo ziemi, a wiek to już nie przeszkoda.

Miłość z rozsądku i wyrachowania, ale nie Jagny, a jej matki. Tutaj nadal to rodzice mieli wiele do powiedzenia w kwestii małżeństwa dzieci. A Dominikowa wiedziała, że córka będzie miała stabilne życie. Miłość, szczęście? Głupie mżonki...

szykowało się na wesele Borynowe z Jagną
Teraz odrobina weselnych zwyczajów. Ostatnio w Polsce modne stają się tradycje weselne związane z wykupem panny młodej przez pana młodego w dniu wesela. Reymont wspominał już o nich początkiem XX w. Tyle że wtedy odbywały się one jeszcze przez zaręczynami, a kandydat na narzeczonego musiał się dobrze targować o swoją narzeczoną. I mimo decyzyjnej roli matki to ona decydowała czy wypić kieliszek i tym samym wyrazić zgodę. Kieliszek wódki rzecz jasna. Ta polska tradycja ma głębokie korzenie.

Ceremonia zaślubin pozostała w dużej części utrzymana. Część rodziny zebranej u panny młodej, nadejście młodego i wspólna wędrówka do kościoła. W razie odległości wykorzystuje się jeszcze samochody. A na weselu zabawy i zabawy. Czasem takie, że chciałoby się wyjść i nie patrzeć, innym razem naprawdę zabawne. Dawno nie byłam już na weselu, więc nie jestem na bieżąco.
A co wspólnego z Chłopami mają nasi dziadkowie?
I co ja wiem o wiejskich zwyczajach?
Chłopi to dla wielu zmora z kanonu lektur szkolnych. Obcy język, dłuugie opisy, nuda i jeszcze raz nuda. Ja patrzę na to z innej strony. Wieś - jej urok, piękne krajobrazy (serio, mieszkam na wsi na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej już 4-5 lat i nadal zachwycam się przyrodą; bez względu na porę roku), zwyczaje, które z roku na rok zanikają. Z opowieści taty i dziadków poznałam wiele zwyczajów, z których współcześnie pozostały jedynie szczątki.

Wybiegając do tomu II - zimy, ale z mojego doświadczenia.
Jeszcze 2 lata temu w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, a więc we wspomnienie św. Szczepana podczas mszy świętej o godz. 11 wszyscy (z naciskiem na panów po 40) przynosili pełne kieszenie owsa i rzucali w siebie nawzajem w trakcie Mszy Świętej (i księdza chodzącego zbierać na tacę przy okazji), na pamiątkę ukamienowania Szczepana. Obecny proboszcz tego zakazał. Czy komuś to szkodziło? Nie. W niewielu miejscach w Polsce taki zwyczaj pozostał u mnie, niestety już powoli zamiera. Tak się kończy pewna historia.

Długa, pełna takich "regionalnych smaczków" powieść to źródło wiedzy o nas samych i naszych przodkach. Brzmi patetycznie? Wybierz 2-3 z opisanych w książkach zwyczajów i popytaj starszych członków rodziny. Może potwierdzą, że u nich też tak się działo, albo opowiedzą Ci o zupełnie innych zwyczajach?

Jaki myślisz, kiedy oni odejdą to skąd poznamy nasza historię i to dlaczego puka się w niemalowane drewno a na ślub zakłada się coś pożyczonego? Właśnie z takich książek, gdzie zebrano najcenniejsze wspomnienia i zachowano wiejski styl życia z pogranicza pogaństwa i chrześcijaństwa. I tutaj mówię zupełnie poważnie. Nawet dziś w XXI wieku pewne zachowania to echo pogańskich korzeni. Oni świętowali w podobnych terminach, zmieniły się nazwy i częściowo zwyczaje.

I jak? Nadal uważasz, że Chłopi to najgorsza powieść ever?

>>Przy okazji przypominam o bardzo ekspresyjnej notce dotyczącej "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej <<

Tak wiem, że to nie jest najbardziej ulubiona powieść Polaków, ale może warto dać jej szansę? W notce piszę, dlaczego ją pokochałam.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania