Obecnie piszę na: KobiecaStronaPrawa.pl
Z dniem 15 kwietnia 2016 r. ten blog stał się miejscem archiwalnym.

"Bogaty ojciec, biedny ojciec" Robert Toru Kiyosaki + przerost formy nad treścią czy może nauka przez powtarzanie?

niedziela, 10 stycznia 2016

Styczeń to dla wielu czas noworocznych postanowień >>klik<<, planów na zmianę swojego życia o 180 stopni, zmianę nawyków finansowych. O tym jak skutecznie oszczędzać >>klik<< dowiecie się na pewno na blogu Michała Szafrańskiego. To u niego na blogu >>klik<< po raz pierwszy usłyszałam o książce, a teraz po poleceniu jeszcze przez kolejną osobę ją przeczytałam. Liczyłam się z tym, że może coś zmienić. I stało się. Wzbudziła wiele wątpliwości i zaczęła podważać aksjomaty...


Biedny ojciec. Edukowany i inteligenty naukowiec. Radził: uczyć się pilnie w szkole, zdobywać wyróżnienia w szkole, znaleźć dobrą firmę by tam pracować. Płać rachunki na początku terminu. Oszczędzaj. Pracuj za pieniądze.
Biologiczny ojciec bohatera.

Bogaty ojciec. Przedsiębiorca. Nie ukończył 8 klasy. Radził: uczyć się pilnie kwestii związanych z finansami, znaleźć dobrą firmę by ją kupić. Płać rachunki na końcu terminu. Inwestuj. Bądź tym, który zatrudnia. Niech pieniądze pracują dla Ciebie.
Ojciec przyjaciela bohatera.

Obaj silni, charyzmatyczny, potrafiący wpływać na innych. Podążający ścieżką życia, którą uważają za właściwą sobie, bądź jakiej zostali nauczeni. Stracie dwóch tak dominujących poglądów zmusiło bohatera do rozważenia obu stron i wybrania tej, którą uznał za słuszną dla siebie. To nie był łatwy wybór.
W temacie wyborów człowieka:
Przeprowadzona zostałam, jako czytelnik, przez skróconą drogę ważniejszych decyzji w życiu bohatera. Na początku dowiedziałam się, w jak niezwykłych okolicznościach doszło do współpracy między bohaterem a współautorką, by później posłuchać, co jest ważne w życiu tego, kto chce świadomie przejąć kontrolę nad finansami. Nie każdy musi, nie każdy chce, nie każdy czuje się na siłach. Każdy jednak może, bez względu na to, co sam mówi. Ograniczanie siebie nie jest trudne. Sabotowanie swoich działań już na gruncie myślenia i formułowaniu pytań i zdań jest powszechne. A tutaj wytyka się popełniane błędy i uprzedza, że sukces wymaga pewnej pracy i zmiany nastawienie. Nie obiecuje się, że będzie łatwo.

W "internetach" podnosi się do zarzuty, co do wątpliwości wszystkich faktów i miejsc, o których mowa. To nie jest to najważniejsze. W kontekście treści jaką przekazuje poszczególne zdarzenia z życia są jedynie przykładami. Brak ich prawdziwości w pewien sposób nakładałby ograniczone zaufanie do wniosków, niemniej po przeczytaniu i przeanalizowaniu otrzymanej treści z całej lektury jestem w stanie nie uznawać tego za poważny błąd. Proponowane rozwiązania i zakładane idee brzmią sensownie (choć jak wiadomo ze względu na różnice terytorialne nieadekwatnie z prawnego punktu widzenia) i nawet koloryzacja nie wpływa na ocenę ich skuteczności, choć (w przypadku potwierdzenia zarzutów) obniża autorytet autora.

Dla mnie książka stała się impulsem do mocniejszego poszerzania wiedzy o finansach. Od jakiegoś czasu stawałam się coraz bardziej świadoma w zakresie budżetu "domowego". Teraz mam ochotę wiedzieć więcej i szukać dalej. Znalazłam tutaj kilka punktów zaczepienia - tematów, w które mogę się zagłębić i zdobyć podstawy do testowania wiedzy w praktyce.

Na LC (Lubimy Czytać) opinie są mocno zróżnicowane. Od zachwytów po ostrą krytykię Zarzuca się, że treść można zmieścić w cieniutkiej broszurze i wyszłoby na to samo. A ja tak myślę, że to tak, jak z tą słynną szklanką, co dla jednych jest do połowy pusta a dla innych do połowy pełna. Napisać krócej pewnie by się dało. Zresztą przy okazji wstępu do swojej książki "Jak stać się szczęśliwym człowiekiemAnia Kęski z aniamaluje.com poruszała kwestię problemów z wydawcami, którzy wybierają objętość a nie kondensację. Tylko, czy jeśli mówimy o tak delikatnej kwestii jak finansach, co do których nawyki wpaja się nam całkiem skutecznie od dzieciństwa, to czy powtórzenie czegoś kilkanaście razy nie pomoże się do danej kwestii przekonać? Książka ma trafić do tych, którzy wychowywani byli przez "biednego ojca". Ma podważać to, do czego przekonywaliśmy się latami, a dla wielu powtórzenie czegoś "n" razy zaczyna skutkować. Przyjmuję to pozycję naiwnego optymisty, która w rozdmuchanej objętości widzi zalety bez względu na intencje ze strony autora i wydawnictwa. W końcu, mam do tego prawo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć,
cieszę się, że chcesz zostawić po sobie ślad na moim blogu. Pamiętaj jednak, że komentarze na mojej stronie obsługuje Disqus. Dzięki niemu, jeżeli odpowiem na Twój komentarz zostaniesz powiadomiony e-mailowo :)
Pozdrawiam
Ania